Wrz 14 2020

Nie dajmy się omamić w grze. Wyjście jest zawsze w Tobie

Jedyna walka jaką  toczymy to walka z samym sobą. Jedyne zwycięstwo jakie mamy odnieść to zwycięstwo nad sobą. Wszystko poza tym to iluzja. To scenariusze do gry. Ilu ludzi tyle scenariuszy, ile potrzeb, chęci, zachwytu, zainteresowania tyle mnogości i różnorodności  wersji gry do zagrania. Bieganie za lustrzany zajączkiem. Co dusza zapragnie? Ale czy na pewno dusza tego pragnie czy osobowość narzuca swym  ograniczonym pojmowaniem ten ciągły bieg od jednego straganu z atrakcjami do drugiego?

Projektować można w nieskończoność, i nikt tego prawa nam nie odbiera. Lecz walczymy tu o świadomość nie widza i uczestnika, lecz świadomość faktu, że ty projektujesz, budujesz i wybierasz. Tyle żyć, doświadczeń na Ziemi a my wciąż myślimy, że mamy podbijać świat, kosmos lub inne planety zamiast sobie uzmysłowić, że wyjście, którego szukamy nie jest poprzez latający statek, który uniesie nas gdzieś, lecz wyjście zawsze i niezmiennie prowadzi do środka. Tylko poprzez wnętrze rozpoznamy gdzie jesteśmy i co tworzymy, kreujemy z siebie w każdej chwili na zewnątrz. By wyjść, najpierw trzeba wejść w głąb siebie i poznać siebie. A ponieważ tylko ta podróż otwiera oczy raz i na zawsze i przebudza do prawdy, dlatego robi się wszystko by nas zatrzymać w drodze na tzw. kręgach iluzji. Pułapką, mydleniem oczu jest wszystko co sprawia, że oddalasz się lub zapominasz o celu, którym jesteś ty sam w sobie. Osobowość to oprogramowanie, które dowolnie zmieniamy, nie ono jest nami, my mamy je pokonać – uznać, że nie jest nami, lecz pionkiem do gry na planszy umownej zwanej: życie człowieka na Ziemi ( nie ważne płaskiej, okrągłej czy jajowatej). Gdy pozwalamy oprogramowaniu decydować za nas i uznajemy je za nas, wówczas żyjemy bez świadomości własnej drogi, rozwoju i kierunku, oddajemy władzę w ręce tego co zaświeci się najmocniej przed oczami dziecka. I tak jest to droga naokoło, która wrzuca nas w doły i poniewiera by zmusić poprzez stan niewygody do szukania, dociekania, do poszukiwania wyższego, lepszego stanu, warunków, bytu.  Ileż jednak bólu i cierpienia jeszcze chcemy znieść póki stwierdzimy, że nie warta jest skórka wyprawki. Ile jeszcze doświadczeń zebrać potrzeba by uznać, że to nie jest tym, czym nas wabi. Na końcu każdego scenariusza jest zawsze rozliczenie i propozycja kolejnej zabawy, odegrania się, spróbowania jeszcze raz….. Zatrzymaj się, nie graj więcej. Zobacz to nadal ty, ciągle ty na każdym froncie walczysz ze sobą, tylko tyle, że w innej nowej wersji. Zawsze walczysz o słuszniejszą sprawę, za każdym razem zdobywasz kolejne skarby, idziesz za kolejne wzniesienie, przemierzasz kolejną plansze stworzoną specjalnie dla ciebie. Tak długo jak twoje zainteresowanie, zaciekawienie, coś w tobie tzw. zahacza się na atrakcyjnym wyobrażeniu jakiejś wersji ciebie, tak długo jesteś w grze. Kim dziś jesteś? Aktywistą walczącym o coś, pacyfistą, żołnierzem, złodziejem nie wierzącym w sprawiedliwość tego świata, kimś buntującym się przeciwko systemowi? Ofiarą? Zwycięzcą? Szarym człowiekiem? Ja tylko chcę być szczęśliwy i żyć spokojnie? A może walczysz o to co uważasz za lepszą przyszłość dla tego akurat  świata? Hmmmmm. Nawet tzw. rozwój duchowy jest piękną pułapką jeśli uznajemy go za cel sam w sobie a siebie za lepszych od reszty świata, bo my się przecież rozwijamy duchowo….nadal w grze, jestem wyżej, lepiej, dalej niż inni……

Każdy musi zbawić sam siebie, zaczynając od siebie, od swego ja, swego oprogramowania, swoich zabawek i tzw. odciągaczy, które mamią na drodze. A co wabi ciebie? Co powoduje, że odrywasz wzrok od celu i zapominasz kim jesteś i gdzie naprawdę jesteś. Jak bardzo pochłonęła cię gra i ten scenariusz, kolorowe szmatki, i narzędzia, że nie pamiętasz Kim naprawdę Jesteś. Najwięksi Nauczyciele świata już dawno wskazywali, że gdy wewnętrzne stanie się zewnętrznym, gdy wejdziesz do środka, gdy pokonasz osobowość, swego największego wroga, swoje małostkowe ja, wówczas pojmiesz swoją prawdziwą naturę i nie będzie już żadnych uwarunkowań, które wpłyną na twoje JA. To jest tym wyjściem z obłędu, a droga prowadzi zawsze i niezmiennie do wnętrza, do środka, poprzez siebie i do Siebie. Błędne jest mniemanie, że w zewnętrznym świecie odnajdziemy nasz Dom, nie rozpoznamy go, dopóki najpierw nie odkryjemy KIM W PRAWDZIE JESTEŚMY. Najpierw musimy odnaleźć prawdziwego siebie a wtedy zrozumiemy, że jesteśmy w domu, którego nigdy nie opuściliśmy. A prawda wyda się większa i bardziej doniosła niż świat, który możemy objąć fizycznymi oczami.

Dobrze. Nie oznacza to, że wydarzenia zewnętrzne, rola, którą grasz, że wszystko każdy jest wstanie od razu wywalić do kosza. To środki, i jako takie powinny być traktowane, bez przywiązania zbytniego, z pełną świadomością, że prowadzą do przebudzenia, do dużo wznioślejszego życia, którego choć nie widzę to dusza moja przeczuwa i serce pragnie. I to ten zew, za którym podążam a nie kolejna sensacja, woja, jakiś podbój kosmosu, czy nowy biznes. To tylko narzędzia, środki na planszy gry.

Nigdy też nie zapominajmy, że inni uczestnicy gry są tu na równych prawach i w tym samym celu. Każda dusza jest bezcenna, każda musi zawalczyć ze swoim wewnętrznym, osobistym wrogiem, nie z tobą ani ty z nią czy z nim. Ty możesz jedynie jemu wydać się przedstawicielem tego czego ma szukać w sobie. Pamiętajmy o tym za każdym razem gdy podnosimy kamień lub gdy jakiś leci w naszą stronę, pokora pozwala zobaczyć inne wersje tej samej gry, wyjść na chwilę z gry i rzucić okiem na całość rozgrywki o twoją duszę. Tym razem, twoja reakcja może być inna, nie dajmy się wciągnąć w kolejną głupią grę o dominację na świecie, w firmie, na podwórku, w sprzeczkę o to kto ma rację, kto jest ważniejszy, kogo Bóg bardziej kocha. Ty sam siebie zacznij kochać i szanować, prawdziwie. Uczyń siebie tym ideałem jakiego pragniesz, jaki widzisz najwyższym, najbardziej nawet z pozoru nieosiągalnym, pięknym, dobrym, świetlistym. Im dłużej i silniej będziesz z tym przebywał, tym bardziej będziesz rozbijał swego małego wroga, tyrana. A potem tym ostatnim środkiem: łagodnością i miłością w tobie wyjdziesz z wszelkiego wyobrażenia o sobie i zobaczysz Prawdę tak doniosłą, ze każde napisane słowo byłoby bluźnierstwem. A na twoich ustach pozostaną tylko hymny pochwalne i słowa dziękczynne tak wielka będzie ‘nagroda’. Bo nic co znasz tutaj nawet nie równa się z doniosłością i świętością prawdy o Tobie.

Nie trać więc czasu na utarczki sławne z twoimi współtowarzyszami, nie trać już czasu (którego nie ma w istocie wcale, lecz cierpienie jest realne, bo takim je czynimy), nie trać już czasu na zbędne porachunki, nie szukaj podniety w pustych sensacjach kto kogo pobił, okradł lub oszukał…. Jak świat światem, zawsze graliśmy w te grę i scenariusze są od najbardziej obrzydliwych okropieństw po najbardziej święte, lecz dopóki świat wybiera i karmi się bardziej wersjami pełnymi krwi, przemocy i brudu dopóty będzie zapotrzebowanie na ten towar. Nie stój z innymi ślepcami w kolejce po ten towar, nie tam jest twoje przeznaczanie, straszna i okrężna to droga, pomóż sobie, a podasz dłoń swoim dzieciom i wnukom. Oni wszyscy są nami. Wydźwignij najpierw siebie, przerwij bieganie w kółko w klatce jak myszka w eksperymencie, wycisz swój dialog, wycisz to co przeszkadza zajrzeć głębiej, na chwilę zatrzymaj świat, wycisz omamiacze, zamknij oczy i wyobraź sobie, że świat jaki znasz znikł ale żyje nada w tobie….. Co byś w nim zmienił, czego zapragniesz , gdy wszystko zniknie? Gdzie spojrzysz? Co ujrzysz?

Nie bój się, miłujący, miłosierny jest Bóg w Tobie….

Magdalena

Brak komentarzy