Cze 08 2017

O Prawdzie Duszy i Pamiętaniu Siebie w Bogu…

Była sobie dusza w Bogu zakochana, która ograniczeń w miłości nie znała, radością dziecka kochała, bez po co, dlaczego i bez jak kochała… Wolności dziecka w światach duchowych doznawała, nie było drzwi i zamków, nie było tam też stróżów jedynie godnych Boga poznania… Nic z tych rzeczy Dusza radosna ta nie znała.

Dnia pewnego prośbę usłyszała, wołanie serca ze świata innego, zniewolonego, ale jakże mimo to do jej serca przemawiającego:

– Przyjdź Promyku radosny, przyjdź Miłości do życia mego, bo ja tu w dole płaczę i ginę powoli w otchłani bólu i samotności…

Dusza w ‘dół’ na biedny świat spojrzała i z pragnieniem serca się zidentyfikowała… Kochać rzecz najbardziej prosta i naturalna w moim świecie- pomyślała. Zaniosę ten skarb Miłości bez ograniczeń, ten skarb dziecięcego Zaufania, tam gdzie serca zniewolone przez myśl i czucie wypaczone od Boga oddalone…

Inny jest ten świat odbić lustrzanych, trochę krainę luster krzywych w cyrkowej sali przypomina… I tak się dusza w te lustrzane odbicia dziwne i powykrzywiane, niepełne i rozmazane zapatrzyła, że ani się obejrzała a na siebie w jednym z takich luster już patrzyła. Kim była ta osoba w lustrze, odbiciem czyim, czego? Jaki kształt mu nadać chciała, jaką ideę sobą uwydatnić miała?

Gdy rozglądała się wkoło, nie widziała czystej prawdy w odbiciach wielu…im dłużej patrzyła, tym bardziej się zdumiewała, tym większy żal odczuwała. Smutek zamiast miłości i radości, bo podczas gdy ona siebie znała, swój Dom rozpoznawała, tyle dusz siebie zapomniało i swego światła już nie widziało. Obraz był niejasny, zamazany i dziwnie powyginany, jakby myśl zagubiła łączność z ideą główną do odmalowania. Tak zawiłe i pokrętne drogi i dróżki myśli i przejawień, doświadczeń tych myśli, wytworzyły obraz dziwaczny i mało szczęśliwy… Choć szczęście jak nieznane w pełni tutaj, to jednak określało się czymś co znikome jest i ciężko w wizerunku na stałe utrwalić. Dłonie i ręce tych smutnych, cierpiących postaci powykrzywiane, twarze blade, smutne, cierpiące, lub te łagodnie z nadzieją gdzie indziej, wyżej patrzące.

Co zanieść, co przynieść tu miałam? – dusza w udręce się zastanawiała.

Dusza im dłużej patrzyła na odbicia innych tym trudnej pamiętała… To co usilnie chciała utrwalić i przenieść jak godło zwycięskie to jej jedność w idei: Jam jestem duchem odwiecznym wszechświata, jedynym, wiecznym, zawsze tu i w teraz obecnym. Jak wyrazić to co pamiętała ale już jako wspomnienie jedynie jakiejś rzeczywistości, bo schodząc tu do tych pokracznych a jednak takich samych w istocie rzeczy jak ona istot, zapomniała w dużej mierze jak było latać, szybować i kochać bez strachu, cienia obawy…. Wolność w tej małej karykaturze zamknięta płakała za sobą w idei brzmiącej: wszystko jest teraz doskonałym i wolnym odbiciem Boga. Jak widziałam siebie odbita w oczach Boga? – niemo pytała. Jaki to był obraz, jaki wydźwięk, jaki zapach i przestrzeń jaką sobą obejmowałam… Czy byłam wstanie znaleźć swój skraj, koniec sięgania? Tak wiele już coraz bardziej zapominała… Im dłużej patrzyła na obrazy niedoskonałe, na pojęcia ludzi-istot o sobie, zamknięte w ciasnych ramach, tym trudniej o nieskończoności przychodziło jej pamiętać.

Gdy w końcu oderwała wzrok od luster powykrzywianych, oddzielonych, odrębnych, od idei Jedności poodwracanych, w swoje odbicie na nowo spojrzała i coś dziwnego na przeciw siebie spotkała. Czy to ona czy nie ona tam stała? Odbicie niby jej było, a jednak tak dziwne, że aż się z początku nie zorientowała, czy to jej twarz z tym zapłakanym wzrokiem, z sercem przebitym bólem cierpienia poznawania, plecy przygarbione dźwiganiem ciężaru, którego tam w jej królestwie światła nie odczuwała. Nogi dziwnie ciężkie, zmęczone, stopy od chodzenia z trudem poranione, ręce jakby bezwiednie w dół zwisają, jakby mówiły: nie wiem kim jestem, nie daję już rady, nie zależy mi, bo nie wiem na czym już ma mi zależeć, co się liczy…a co nie. Kim jestem? Zaraz, zaraz …kim ja jestem??? Kim jest ona, która patrzy na mnie tym zranionym, gołębim wzrokiem, czego ode mnie oczekuje, żebym co pamiętała? Czego miałam nie zapominać, co jest najważniejsze, co miałam tu przynieść …wiem, że to cenne, jakiś prezent, skarb nieoceniony? Wiedza, prawda jakaś? Gdzie to ukryte i jak to wydobyć? Gdzie klucz do tej skrzyni, gdzie ja to schowałam? A może nigdy nie było żadnej skrzyni, może ona ta w lustrze to ja i nie ma nikogo więcej?

To na co patrzę to w sobie utrwalam, myśl jest potęgą a wiara góry przenosi, żywe Życie w Tobie mam…na zawsze mam, inne –bo prawdziwe mam…. – ale co to znaczy? – jak echo dawnej prastarej prawdy się w duszy słowami niosło…i łzy napływały, serce trzepotało jakby w przeczuciu przemiany, w obliczu wielkiej tajemnicy Istnienia, która tylko echem, wspomnieniem, cichym szeptem w środku się jawi… Tak łatwym do przeoczenia… Czy to prawda, czy tylko zdaje mi się? Zaufać temu mglistemu a jednak tak silnemu odczuciu- obietnicy, która żyje wewnątrz mnie nawołując słodko, jak nie z tego świata? Czy może uwierzyć odbiciom w lustrach- jest ich tak wiele, każde inne, na swój sposób wykrzywione, na swój sposób wymęczone, głodne, zagubione… Co jest prawdą…Boże co jest Prawdą? Gdyby tylko miała pewność, gdyby tylko pamiętała…

Tak wiele dusz przybywa by zobaczyć siebie tam gdzie inni się sprawdzają, walczą, poznają, doświadczają różnych wersji tworzenia obrazu siebie… Tak wielu wierzy, że zapamięta, że udźwignie i że nie straci z oczu tego co ważne, co przyświecało jego idei duszy, jego planowi –tchnieniu duszy, które przyciągnęło wzrok duchowy tu- do nich, do tej przestrzeni w czasie – do tych dusz…tych energii w splocie życia tańczących. Czy ich płacz chciałam utulić, czy siebie wypróbować, poznać inaczej? Czy ta czy inna idea mi przyświecała, jedna jest prawda- ta którą w sobie zamkniętą jak najcenniejszy klejnot tutaj przyniosłam, każda dusza go przyniosła, i tli się on światłem pamięci, świętej więzi nierozerwalnej, połączeniem nie gasnącym, a im bardziej zapominanym tym bardziej naglącym do powrotu i dręczącym. Woła poprzez wszechświat to wezwanie, ten hymn odwieczny, wibracja Życia w Najwyższej Idei Istnienia… Można ją hołubić, wielbić czyli powoli otwierać, odgrzebywać spod gruzów spojrzeń niewiary, krzywych nałożonych na siebie zwierciadeł, można też otworzyć ten skarb gwałtownie, a wybuch będzie tak potężny, że odsłoni całą prawdę o Tobie. Te małe ziarno prawdy odwiecznie istniejące w Tobie, jest zbożem gotowym do zbierania, w zależności od stopnia wiary, gotowości, pamięci, oglądania… Jedni zbiorą gotowe już zbiory, inni będą podlewać swe ziarno przez lata, ważne by nie dać mu wyschnąć, bo zapomnienie dla duszy jest tym czym brak wody dla kwiatu.

Obudź się duszo moja- wiem że z miłości i serca pragnienia tu przyszłam, wiem, że Dom mój nie z tego świata jest, wiem, że to lustro jest tylko pozorem, a prawda o mnie odwieczna jest na zawsze w doskonałości w tym ziarnie prawdy zachowana. Co chcę ukazać poprzez siebie, co odbić w lustrze? Kim mam ukazać siebie? Czy jeszcze chce poprzeglądać te i inne zwierciadła w różnych opcjach siebie? Jak dziecko w Sali luster w cyrku, gdzie ciekawość, chęć poznawania i doświadczania pociąga i rozprasza uwagę, mami innością…różnorodnością, czymś nowym… Kiedy i w którym momencie zechcę wyjść z tej Sali i poznać prawdziwą wersję Siebie? Jest ona utrwalona we mnie w odwiecznym znamieniu, w pocałunku miłości, w serc rytmie w wibracji jedności, w kodzie mego istnienia. Tam wystarczy wejść raz z pełną świadomością czym to jest i że Jam tym jest… I wracasz do Domu… I lustra znikają a pamięć o Tobie w Bogu jaśnieje na chwałę Jedności i Pojednania.

Czy i na ile pamiętam tutaj, czy i na ile staram się i walczyć by wzrok swój przykuwać i dostrzegać nie salę luster ale to co ponad nią i w głębi nas, nas prawdziwych…na tyle na ile to będę potrafić i starać się usilnie wydobyć, na tyle zaniosę to co z serca pragnienia dać chciałam… Na ile uwierzę wbrew światu i karykaturom moim i innych, że rzeczywistość jest jedyna- duchowa i doskonała, że to co tu majakiem, cichym szeptem płaczem w duszy, tęsknotą się jawi jest wspomnieniem Domu i Mnie prawdziwej, tak jak pamięta mnie dla mnie samej Bóg. Na ile wybaczę sobie i innym zapomnienie siebie…na ile zrozumiem, że oni i ja tak samo zapominamy siebie, gubimy się na sali luster życia a pamięć o doskonałej sylwetce z czasem zanika…jak wyglądały moje proste plecy- czy naprawdę miałam kiedyś wyprostowaną postawę? Czy uczciwość, wierność, prawość istnieje w prawdziwym świecie? Co to znaczyło mieć jasne spojrzenie, radość w oczach, bez bólu i żalu? Czy pamiętam takie swoje spojrzenie, czy kiedykolwiek miałam takie spojrzenie? Wszystkie te ‘czy’ i ‘na ile’ przesuwane o milimetr w stronę prawdziwego wizerunku, w stronę idei doskonałej, która żyje w nas jest zwycięstwem nad salą lustrem i krokiem w stronę wyjścia, w stronę Przypomnienia.

Czyż boję się poznać siebie, czy naprawdę tak cenię te moje żale, moje rany, te moje ciężary by nie chcieć bez nich spojrzeć na Siebie? Nie tracę siebie w tej czy innej odsłonie, lecz zyskuję Siebie- nadal Jestem, lecz w pełni Pamięci, w pełni jestestwa – to jak przypomnieć sobie, że ma się dom z olbrzymią posiadłością podczas gdy dotąd kurczowo trzymało się ciasnej lepianki w obawie przed utratą i tej marności…

To co jest Obietnicą, Nadzieją i Zapewnieniem, Przymierzem w Tobie- po prostu JEST. I czeka aż odważysz się wyjść i usłyszeć, poczuć zapach Domu, który przypomni ci mapę twego Nieba. Tylko się nie bój, tylko się nie poddawaj, tylko chciej wierzyć, tylko walcz o to wspomnienie, o ten łut pamięci, o to co za mgłą i niejasne ale serce i dusza aż trzepocze w natchnieniu olbrzymiej radości gdy tylko myślą lub uczuciem dotykasz tej informacji, skarbu, twego indywidulanego kodu we wszechświecie- do Boga przynależności… Kim jestem? Po co tu jestem? Zobacz ale Nie poprzez lustro, lecz tam gdzie skarb swój złożyłeś by pamięć o Tobie w tobie nie zaginęła… Cichy szept, choć słabiej przebija się przez odgłosy świata i z pozoru jest słaby, ma Moc zburzenia murów i bram jakimi obwarowałeś wejście do swego Królestwa. Wsłuchaj się w hałasie tego świata w głos subtelny i cichy, który mówi tym wyraźniej im więcej uwagi mu poświęcasz…wsłuchaj się w Siebie a Prawda ci nie umknie i obudzisz się do życia jakie niosłeś w idei podzielenia się miłością z innymi…. Otwórz swoje oczu- już Czas.

Magdalena

Brak komentarzy