Sty 19 2015

Mini światy

ddDzisiaj z samego rana świat wygląda jak kraina z baśni, wszystkie gałązki drzew pokryte białym szronem, wszystko cichutko jeszcze śpi, czeka na przebudzenie, na nowy dzień, słońce za mgłą stara się przebić i wejrzeć do naszego świata, rozświetlić zakryte przytłumione jeszcze myśli. Tak budzi się nowy dzień, zachęca do rozejrzenia się wkoło, do przymknięcia lekko powiek i pozwolenia by pierwsze promienie delikatnie pogłaskały skórę swoim ciepłem, w duchu rodzi się głębokie westchnienie…gdyby tak wszystko mogło pozostać tak spokojne i ciche. Jeszcze jedno spojrzenie w stronę nowego dnia, jeszcze jeden łyk optymizmu, uśmiech, słowo dziękuję w sercu i już można zaczynać kolejny dzień.

Wychodzę z domu i widzę twarze, mijam same twarze, czasem przykuje moją uwagę jedno lub drugie spojrzenie, czasem rzucę okiem na rozgrywające się dramaty wymalowane na twarzach, czasem zastanawiam się jaką wizję świata mijam, czasem ciężko wzdycham, gdy widzę jak pozamykani chodzimy po tym świecie, oddaleni, wyizolowani.
Każdy z nas istnieje na uniwersalnym planie rzeczywistości, choć nie jestem przekonana czy uniwersalny to dobre słowo w tym przypadku, niby się widzimy, więc jesteśmy, ale z drugiej strony co widzimy, czy aby na pewno to samo? Rzadko kiedy zastanawiamy się nad tym w jakiej wersji rzeczywistości żyje druga osoba, niekiedy jesteśmy zszokowani niektórymi wizjami, często nas nie interesuje co widzi druga osoba, a przeważnie przyjmujemy, że każdy widzi świat podobnie do nas. Otóż gdy się nad tym zastanowić nie znajdzie się dwóch identycznych spojrzeń, wszyscy żyjemy w naszych odrębnych enklawach, mini światach stworzonych na nasze własne potrzeby.

Jedni wierzą, że wszędzie znajdą pomocną dłoń, bo człowiek to w końcu człowiek, jakby brat w niedoli, inni zaś nigdzie nie wyjdą z domu bez telefonu, a gdy przypadkiem zapomną to czują prawie atak paniki, bo przecież gdyby coś się stało to nie ma kogo poprosić o pomoc… Z samej definicji obie te osoby już żyją w diametralnie różnych rzeczywistościach, jedna opiera się w życiu na pomocy różnych ludzi i świat jej zsyła zawsze jakąś pomocną sprzedawczynię, to przyjaznego kierowcę, to miłą i pomocną koleżankę w pracy. Druga osoba uczy się każdego dnia budować swoje bezpieczeństwo, angażując siebie i swoje myśli w milion szczegółów, od telefonu, po tablet, poprzez sprawny samochód, idealne przygotowanie na każdy dzień i każdą sytuację. Pierwsza żyje w świecie, w którym zezwala na pojawienie się tzw. przypadku (którego de facto nie ma), na przyjście pomocy od wszechświata, przyciąga i tworzy rzeczywistość, która odpowiada jej przekonaniom. Druga osoba ma nieco trudniej, bo nie mając zaufania do życia, ludzi, jest zdana na pozorną izolację, gdzie otrzymanie czegokolwiek od wszechświata jest znacznie utrudnione w skutek jej postawy pełnej negacji i muru obronnego, który pieczołowicie buduje wokół siebie.

Mnóstwo osób żyje za wysokim płotem nie zastanawiając się nad tym, że łatwiej byłoby funkcjonować gdybyśmy dopuścili możliwość istnienia pomocnych ludzi, których spotykamy codziennie na naszej drodze. Jakbyśmy się nie starali w to wierzyć, nie żyjemy przecież sami na tym świecie, choć wszystko dziś stwarza wrażenie i dąży do tego byśmy zaczęli wierzyć w naszą odrębność i brak powiązań między nami. Wszystkie sprzęty, programy, w których się zatapiamy, Facebook:), komputery, telefony, telewizory to zarazem środki izolacji, ułatwiające nam funkcjonowanie za naszym murem. Dziś bardzo łatwo jest funkcjonować w izolacji, o ironio pomimo globalnej sieci internetowej, mediów, gazet…

Czasem gdy jesteśmy świadkami mini dramatów ‘obcych’ nam osób (w sumie nie ma obcych tylko nasze pozorne oddzielenie czyni ludzi takimi względem nas) jesteśmy na moment wyrwani z naszego prywatnego bezpiecznego świata i zatapiamy się w czyjejś tragedii, jednak całym sobą staramy się uciekać jak najszybciej stamtąd, by ukryć się w bezpiecznej rzeczywistości, gdzie nie ma skomplikowanych emocji, niezrozumiałych wydarzeń, uczuć, które sprawiają, że czujemy się niekomfortowo ze sobą w naszym wyizolowanym świecie. Czasem takie wstrząsy przeobrażają nasze światy całkowicie, czasem sprawiają, że okopujemy się bardziej w naszych domkach.

Mało kto wpuszcza innych całkowicie do swego świata, nauczyliśmy się już funkcjonować w ukryciu, przed sobą i innymi, tak jest bezpieczniej, wygodniej, nie trzeba za dużo zmieniać ani poruszać bolesnych kwestii, bronić przed sobą swoich racji. I tak wychodząc na zewnątrz widzimy setki twarzy, na każdej inne emocji, każdemu- co nawet zabawne w danej chwili- wydaje się, że jest sam w milionowym tłumie, nikt nie patrzy na człowieka z boku, bo w sumie to niegrzeczne a nawet niebezpieczne (takie przekonania podtrzymują nasz świat w całości).

Lubię ukradkiem zerkać na twarze mijanych ludzi- pod warunkiem oczywiście że akurat nie zamykam się w swoim świecie obrażona na cały świat:)- i obserwować co akurat buduje ich mały wszechświat. Mini dramaty, stresy, pośpiech, niewidzialny mur, gdzie nie gdzie uśmiech i radość, lekkość – a wtedy łatwiej już spotkać się spojrzeniem ze sobą, bo uśmiech zawsze gwarantuje większą otwartość, wyczucie, odbiór sygnałów. Intuicyjnie potrafimy wyczuć gdy druga osoba zagląda za nasz mur, patrzy na nas, czujemy jej ciekawość, pytające spojrzenie, czasem przyjazne, czasem oceniające, ale aby w ogóle poczuć to spojrzenie trzeba najpierw nie iść prze życie w szczelnie pozamykanym kuloodpornym 🙂 balonie. Gdyby tak udało się nam przełamać nasze blokady względem siebie nawzajem rzeczywistość ogólna dla tysięcy, milionów ludzi zmieniłaby się na zasadzie domina. Ale najpierw trzeba zmienić obraz od wewnątrz, bo żeby wyprojektować wizerunek innej rzeczywistości trzeba postawić najpierw jakieś filary, które by ja wewnątrz podtrzymywały. W sumie różnego typu wizualizacje są tu niezmiernie pomocne- owszem ktoś mógłby powiedzieć ale to tylko wyobraźnia, iluzja to nie jest prawda a mnie interesuje realna zmiana. Tak, realna. Przecież to co hmm… powiedzmy realne to nic innego jak to co tworzymy przez lata na bazie naszych wyobrażeń, oceń opinii. Fakty to po prostu interpretacja, Prawda to już sprawa, niezmienna i uniwersalna rzeczywistość. Ale wracając do wizualizacji, praca ze sobą na poziomie tworzenia w środku wizji wydarzeń, sytuacji, w których świat zewnętrzny jest przyjazny a ludzie potrafią naprawdę być otwarci, mili i pomocni choćby na początku mogło się komuś wydawać to nieprawdą w miarę odtwarzania zaczyna budzić nadzieję i nas po troszku przekonywać do siebie. Z czasem, jak na zasadzie każdej głęboko zasianej idei w naszym umyśle przekonamy nasze ja, że ludzie są pomocni i mili, i że ja też takich mogę spotkać, i pewnego dnia świat zewnętrzny odpowie na to przekonanie urzeczywistnieniem go przed naszymi oczyma.

I tak każdy obraz staje się realny w miarę praktykowania. A połączenia różnych wizji dla wspólnej korzyści ludzkości potrafią przynieść wręcz niewyobrażalne zmiany na skalę światową, gdyby tylko zechcieć myśleć jednokierunkowo ku wspólnej rzeczywistości, gdzie widzimy się wzajemnie w połączeniu a nie za murami… Ale ten sen wymaga zaangażowania znacznie większej liczby uśmiechniętych ludzi z otwartym spojrzeniem nie tylko na swoje własne projekcje, ale też na ich zmianę i wyjście do innego świata, który sąsiad ma do zaoferowania- czasem lepszy czasem gorszy, ale zawsze są w nim wizje, których ja nie znałem, które mnie natchnęły, które mnie niejako poszerzyły, przesuwając moje horyzonty dalej, i tak mój świat się powiększył z dnia na dzień, a możliwości urosły… Co mogłoby z tego wyniknąć dalej na szersza skalę, dla większej liczy osób, dla świata, hmmm sam się zastanów? Ciekawa wizja nieprawdaż?

Magdalena

Brak komentarzy