Cze 26 2019

Pozorna pętla w czasie. Zastój życiowy – czyli próbujemy do utraty tchu…

Ten rok to wciąż potykanie się o własne powtarzające się błędy. W tym roku możemy poczuć się jak złapani w pułapkę, jakbyśmy ugrzęźli w pętli czasu

bez wyjścia, wciąż wracając w ten sam punkt…lub znacznie gorzej, cofając się do tyłu, po to by dogłębnie odczuć własną ‘porażkę’ w jakimś temacie. Po co to wszystko? Po to, że nie da się pójść nigdzie dalej, jeżeli na tym etapie nie zauważymy tego co nas zatrzymuje, hamuje, przyczyny kręcenia się wokół własnego ogona.

Mówi się- zastąp stan niższy wyższym a nastąpi zmiana, poprawa, nastąpi słynne sezamie otwórz się i dusza będzie mogła doświadczać rzeczywistości w lepszym wymiarze- okolicznościach, warunkach życia. Nim to jednak nastąpi, zdajemy, poprawiamy mechanizmy funkcjonowania, a czym one są? Niczym mniej ni więcej niż naszym przeświadczeniem na temat własnej krzywdy i jej powodów. Nieistotne gdzie, na kogo, na jakie okoliczności, ludzi i wydarzenia przerzucamy odpowiedzialność za nasze tu i teraz, istotne jest zawsze zatrzymanie się i odrzucenie dotychczasowego sposobu myślenia o sobie. Skoro to co myślałem, myślałam o sobie dotąd przywiodło mnie tu i prowadzi wciąż po tej samej ścieżce utrapienia, niezadowolenia, jedyne co pozostaje to choć na chwilę zawiesić własną interpretację rzeczywistości i  otworzyć choć na chwilę furtkę z opcją, że może jednak rezultat jest jaki jest, bo gdzieś po drodze zgubiłem to co najważniejsze- własną czystą pierwotną właściwą ideę, intencję – fundament. Jeżeli tym fundamentem jest właściwe zachowanie się podłóg moich najwyższych standardów i jeśli uczciwie potrafię postawić się w tej opcji- to zawsze znajdę przyczynę błędnego koła. Zawsze znajdę też wyjście. Problemem nie jest natomiast czy wyjście jest lecz czy chcę je zaakceptować, gdyż umniejsza ono z reguły na pierwszy rzut oka naszej samoocenie. Zawsze najpierw musimy obejrzeć niekorzystny obraz samego siebie, przecież ostatecznie gdzieś popełniliśmy błąd, zatem uznać ,przyznać się i wziąć na siebie…. To zjawisko, które zawsze powoduje kurczenie się ego, chęć schowania, nie patrzenia, bunt, zaprzeczanie, wyparcie, odbicie piłeczki w drugą stronę, przerzucenie na kogoś innego… To standardowy mechanizm u większości z nas orających swoje pola tu na Ziemi.  Problem w tym, że już dłużej nie da się przerzucać gdzie indziej, teraz czas wypielić swoje pole, zobaczyć co leżało odłogiem przez lata i nie zrzucać winy na sąsiada… I niestety ten rok nie sprzyja użalaniu się nad sobą- choć to jedna z ulubionych form ucieczek wielu z nas, to jest to blokada i mechanizm wyparcia, który w tym roku będzie pogrążać i ciągnąć bardziej do dna, depresji, skrajności jeszcze większych i upodleń, po to by ujrzeć w całości na olbrzymiej czarnej dziurze, że mamy problem, skoro w mniejszym wymiarze upieramy się, że nadal nie, że od lat nie, choć nic nie drga i nie idzie do przodu dotychczasowym sposobem.

Największy problemem będzie gdy już uda nam się popatrzeć na siebie uczciwie- co jest nie lada wyzwaniem, bo mamy olbrzymią tendencję mierzenia siebie inną miarą niż naszych tzw. wrogów, zatem gdy już uda się nam przyłożyć jedną miarę, np. do córki i do synowej (taki przykład) i uznać że zaprzeczyłem miłości w tej czy innej postaci, formie, wówczas zaczynają się schody. Pierwszym objawem będzie bunt wewnętrzny, opór, że z jakiej racji ja mam orać to całe pole, przecież nie tylko ja tu nabrudziłem, a właściwie to ja najmniej (kolejne wyparcie). I gdy podejmiemy się obrony miłości we własnym wnętrzu, obrony cichej pokory, gdy staniemy murem za lepszą wersją siebie, uczciwą, szczerą, zranioną ale gotową do ukazania się światłu w obliczu swoich błędów, wówczas ukaże się też rozwiązanie. Będzie ono proste i oczywiste, i nie ma takiej opcji by dusza chcąca usłyszeć odpowiedź, szczera w swojej spowiedzi wewnętrznej przed Najwyższą Zasadą, nie otrzymała wiedzy, pocieszenia, drogi. Problem stanowi zawsze podjęcie się tej drogi. Choć powiedziałam, że jest ona oczywista i najprostsza to zarazem najtrudniejsza dla osobowości przesiąkniętej myśleniem świata, dotychczasową wiarą we własne metody, ja, i nieomylność. Mimo wszystko zaś, największym problemem jest pytanie dlaczego to ja mam zaczynać, dlaczego to ja mam być pierwszym, który wyciąga rękę, dlaczego ja mam coś poprawiać, i gdzie moja sprawiedliwość?!

To tylko mechanizmy zatrzymania cię w przejściu, w którym tkwisz od lat. Nie ty zaczynasz pierwszy i nie będziesz ostatni, pierwszy wyciągnął rękę dawno temu, a ty jesteś jednym z wielu, który idzie za dobrym przykładem i ma obowiązek ponieść pokazać go dalej, w ten sposób przenosisz i otrzymujesz łaskę, błogosławieństwo, odmianę losu, zamieniasz stan niższy na wyższy, stajesz się mistrzem swego życia i  dla innych. Cały problem polega na tym, żeby zaorać to swoje ziemskie pole, teraz trzeba zgiąć się w pół, ugiąć kark, nieraz zapłakać ze zmęczenia, z widoku ile jeszcze jest do zrobienia, z zawodu nad tym ile się zepsuło, zmarnotrawiło przez zaniedbanie….. Cały ten widok może przytłoczyć, bo pokazuje nasze niedoskonałości, ale też uprzytamnia i motywuje, bo teraz widzisz co straciłeś i co gorsza ile jeszcze możesz stracić, jeśli teraz nie zaczniesz od początku bez tych już małych swoich oszustw, nagięć, i przymykania oka. Z prawdziwym trudem. Pewnie nieraz się potkniesz i potykasz i poddajesz i płaczesz, ale z góry idzie przynaglenie by wstać i robić dalej dopóki nie zobaczysz, że już możesz podnieść się z kolan, bo zasiałeś tam gdzie nie było nic albo zarosła ziemia tym co szkodliwe i zbędne.

Takie teraz mamy czasy, taki rok, i widać te zmagania w ludziach, w nas, w przyjaźniach i miłościach, w rodzinach, w upadkach i trudach podnoszenia się i walczenia o lepszą przyszłość jeśli nie swoją, to tych którzy w naszych sercach są darem. Tu oczyszczamy nasze prawdziwe cele-intencje, motywy, poprzez bolesne odrywanie egoistycznych dążeń, pożądań z podstawy naszego domu, celu. Co postawię na pierwszym miejscu? Co jest tym najczystszym utożsamieniem miłości, świętości dla mnie, w moim życiu? Czy dbałam o ten dar, to co uważałam za święte i piękne, jakimi metodami dbałem? Czy da się umyć dziecko w brudnej wodzie? Czy da się osiągnąć spokój i miłość, szacunek poprzez ciągłą wojnę? Czy można odnaleźć zrozumienie w pretensjach, wybaczenie w żalu i urazie, a pokój w kłótni? Czy można znaleźć miłość tam skąd ją wyganiamy?

Pierwszą obroną jest atak, drugą jest ucieczka w nową zabawkę, nowy świat, za ocean, w nowych ludzi, ale idąc ze starymi nawykami niewiele zmieniamy, przedłużamy jedynie gehennę, czas trwania próby, czyniąc ją nieraz cięższą i trudniejszą do zniesienia, bo gdy długo niesie się bagaż, tym mniej siły się pod koniec ma, a góra robi się coraz bardziej stroma. Czasem jedyne co zostaje to zobaczyć co mnie obciąża, przygniata, i wyzbyć się tego co uniemożliwia wspinaczkę w górę. Teraz są czasy  pozbywania się zachowań, które uniemożliwiają nam spełnienie siebie, godnego życia…. Bo w wielu przypadkach nie toczy się już walka o lepszą jakość  w miłości lecz o godność i odkupienie w miłości, uwodnienie od krzywd i bólu, rozpaczy, duszy wyjącej w ciemności…. Pisałam już tak wiele w poprzednich wpisach na ten temat. Ten czas trwa, i przynosi powtarzające się próby… pokazuje, uwypukla to na czym się potykaliśmy, w jakie błędy wkoło wpadamy, dlaczego utykamy i co w nas nie pozwala nam się wznieść ponad to.  I nie ma tu opcji zwalenia winy na kogoś, lub szukania jak usprawiedliwić siebie poprzez złe koleje losu, pochodzenie, trudny start czy cokolwiek innego. Teraz najważniejsza jest uczciwość i chęć zobaczenia siebie w prawdzie. Wtedy przychodzi dopiero ulga poznania, ulga rozwiązania i wyzwanie: czy podejmę się pracy- nie łatwej bo przecież latami nie chciałem umyślnie się jej podjąć spychając w najgłębsze pokłady podświadomości te prawdy o sobie. Zatem chcę czy nie chcę spróbować zmienić swoje utarte ścieżki, ugiąć szyję w pokorze i powiedzieć ok, naplułem w twarz miłości w tej czy innej formie, pod taką czy inną postacią spotkaną w życiu i robię to w ten lub tamten sposób nadal …..co jest moją pętlą czasu.

Nie zawsze to co jest zaspokojeniem potrzeb, tęsknot serca jest rzeczywiście wyborem, który można opiewać jako czysty i godny…. Zawsze trzeba jednak popatrzeć nie z punktu ja, ale  z punktu najpierw tych, których powinniśmy ochraniać, bo są od nas zależni, potem z punktu nie krzywdzenia, zawsze z najwyższego pułapu. Innymi słowy, kochać kogoś nie znaczy zaraz wtargnąć w jego życie, podeptać rodzinę i dzieci, lub iść za głosem serca nie zawsze znaczy porzucić dziecko by być z nowym mężem, zachować syna dla siebie nie znaczy skłócić go z żoną, itp. Są to dość drastyczne przykłady, ale tak funkcjonuje dzisiejszy świat i zakłamywanie siebie w reklamie przyzwoleniu – możesz zdobyć dla siebie wszystko po trupach, ważne żebyś ty był szczęśliwy. To największe kłamstwo sprzedawane medialnie od lat, które zakrzywia tak bardzo nasz poziom odczuwania miłości wyższej, prawdziwej łączności z duchowym JA, że gubimy drogę i zatrzymuje nas Opatrzność, a duchowi wysłannicy pracują w pocie czoła tworząc dla nas niezliczone szanse i powtórki byśmy zobaczyli w końcu, że ślizgamy się na własnej krzywej intencji, nie czyń drugiemu…. I tak miłość karleje w swym wymiarze a my musimy znów ją wynieść w sobie do wersji jaką pamiętamy w głębi nas i mamy zachowane jeszcze te wspomnienie i nutę pieśni o niej w sercu, do niej tęsknimy i ona nas wzywa poprzez największe mury, ciemności i błędy. Wszystko jest do naprawienia, gdy nie brak pokory, prawdomówności przed sobą, odwagi by spojrzeć na swoją małość…i wielkość gdy podejmuję się uczciwie naprawy- wtedy cały wszechświat pracuje z Tobą by pomóc ci podnieść się z kolan – jedynie wymaga od ciebie uczciwości, uznania tego jak tu trafiłeś i dobrej woli ku naprawie…… To nie jest chyba tak wiele za wszystko?

I tak kolejny raz oglądamy siebie w prawdzie i kolejny raz podejmujemy wyzwanie…. Rok to zaiste ciekawy, który ukazuje niebywałą cierpliwość sfery Ducha dla nas tutaj, i jakże odsłania prawdziwą Miłość do człowieka…nieskończoną….

Magdalena

Brak komentarzy