Maj 05 2019

Określ w jakiej wersji rzeczywistości jesteś obecnie sobą, jaka ciebie najbardziej stanowi…

Można by rzec, że to zdanie to motto na teraz. A kiedy wydaje ci się już że wiesz, albo że sam już nie wiesz, bo to kogiel mogiel tych czasów, gdzie pierwotne odczucie które nas tu doprowadziło tak bardzo się już rozrzedziło w wielu doświadczeniach, że nie poznajemy siebie. Wtedy przychodzi weryfikacja danych, czyli stajesz przed sytuacją, w której pada w środku pytanie, sprawdź czy twoje wyobrażenie na własny temat jest równe z tym co robisz w rzeczywistości fizycznej. Innymi słowy następuje weryfikacja poziomu myśli, słów i czynów. Uff, choć w większości myślimy o sobie wyżej i lepiej  niż jesteśmy w stanie pokryć obietnice w rzeczywistości, sąd jest  łagodniejszy o miarę chęci poprawy i przyznania się do winy. Innymi słowy, tyle ile zechcesz w prawdzie sam przed sobą przyznać, że mogłeś lepiej, lub że całkiem przekłamałaś rzeczywistość, tworząc bajkę o sobie dla siebie, o tyle łagodniejsze oczy duchowe, które weryfikują twój świat.

A po co weryfikacja? Nie po to by nas bez końca karać i wytykać jacy jesteśmy niedobrzy, źli, ale po to byśmy nie potykali się o własne wyobrażenia i nie zaplątali w gąszczu ułudy tak bardzo, że zapomnimy już skąd wyszliśmy i dokąd chcemy dotrzeć. Najgorsze co można zrobić to skupić całą uwagę na poczuciu krzywdy, że wytyka się nam błędy zamiast zobaczyć, że to próba doprowadzenia nas poza to co nas więzi. To pomocna dłoń, lina ratunkowa, która nas wyciąga z mułu, bagna, gdzie nie da się już pływać swobodnie. Moja krewna ostatnio wpadła na pomysł, że będzie prowadzić dziennik, w którym będzie zapisywać swoje wszystkie błędy- to jedno stwierdzenie od razu obudziło we mnie świadomość czym te błędy są i że błędem samym w sobie jest zatrzymanie się na nich w poczuciu winy i wypieranie ich jako własnej krzywdy, chowanie się w zawstydzeniu. To wszystko mechanizmy, które opóźniają marsz, przejście w wymiar pokoju, wewnętrznej radości, oczyszczenia. Naturalnie boimy się osądu bo sami sądzimy i nie mamy łagodnej ręki w większości wypadków, stąd lęk. Ale gdy zdobędziemy się na wewnętrzną odwagę by tzw. pozwolić się oblać błotem i zarzutami i przetrwamy nie broniąc się, na tyle by zobaczyć, że za osądem ludzkich głosów jest coś jeszcze, co zmywa, obmywa duszę z brudu i po prostu czyni nas czystymi na nowej drodze. To Słowo, które mówi z troską prawdziwą w głosie do Ciebie- nigdy niczego ci nie odmówiłem i teraz też ci nie odmówię, tylko powiedz czego naprawdę pragniesz a ci to dam, Ty już to masz…. Bóg jest dobry, tylko ty przedrzyj się przez własną miarę oceniania ludzi, a gdy wyjdziesz spod swego pręgierza, zobaczysz że On nie ocenia tak surowo jak ty oceniasz innych a zatem siebie. To błędne koło ma wyjście a jest nim szczerość z sobą i przed sobą, i przynajmniej szczere wyszeptanie w sercu: ‘No dobrze i co dalej, bo ja już nie wiem’. I wytrwaniem w postawie przyjmę co dasz…. Jest też inna opcja, taka w której wiesz co chcesz lub ci się tak wydaje…. A wtedy zawsze pozostaje wybór, biorę to co sam wymyślę czy jednak mam odwagę by zdecydować się na to czego nie wiem ale umiem zaufać. Trudna to sztuka dla stworzeń tak zanurzonych w ego i przyzwyczajonych do jego prowadzenia, oddanie siebie Temu co zaledwie przeczuwam poprzez mglistą zasłonę, bo tak wygląda świat ducha z punktu, w którym tkwię. I dlatego postawa oddania, zaufania, powierzenia wymaga odwagi, której wielu brak….lub jest tym czego kompletnie nie rozumiemy. Dla jednych to skok w przepaść zaufania a dla drugich przejście małymi kroczkami z liną bezpieczeństwa wokół pasa. Każda droga prowadzi do celu, tylko trzeba chcieć się ruszyć w końcu, bo stanie bez ruchu też zabija życie duszy, gdy to stanie oznacza upór osła na pustyni bez wody.

Nie da się zdecydować rozumem, a raczej da, i nic się nie zadzieje. Stąd weryfikacja wchodzi, która ukazuje, niespójność, rozdźwięk pomiędzy tym co mówią twoje usta a tym co w sercu nosisz i bajkę jaką z tego wszystkiego opowiedziały myśli. Jesteśmy złożonymi istotami i musimy spójnie, w harmonii łączyć wszystkie sfery naszego bytu, gdy któraś utyka, kuleje, wówczas pojawia się sprzeczność, dysharmonia, która zaburza obraz rzeczywistości. Mówi się, że gdy serce jest na swoim miejscu, wówczas, nawet nie mając wiedzy, rozeznania w terenie, ani znajomości języka, trafisz do celu. I to jest prawda… Ale gdy wszystkie informacje masz, mapy dróg jeżeli znasz, ale serce zgubiło rytm miłości wszechświata wówczas żadna mapa nie doprowadzi cię do celu. Dziś mamy tak wiele map, znamy tak wiele języków, umiemy rozmawiać ze sobą ale nie rozumieć siebie na poziomie serca, nie wchodzimy w takie sojusze, za bardzo się lękamy. Nie rozpoznajemy już głosu serca, i nie wiemy czego chce od nas, bo już się z nim nie potrafimy identyfikować…. Dusza mówi przez serce i w sercu człowieka, ale gdy ten nie słucha zapędza się w ślepą uliczkę. Tu siadamy w kinie własnego życia i zaczyna się seans od początku, tam gdzie wyruszyłeś w podróż z wiarą, nadzieją i najlepszą motywacją na jaką było cię stać. Czy pamiętasz siebie z tamtych czasów, pamiętasz to uczucie w sercu? Pamiętasz może choć mgliście o jakim słońcu marzyłeś dla siebie i swoich bliskich? Co z tego pragnienia czystego serca przetrwało do dziś w tobie, na ile silnie bije w Tobie, a może nie czujesz już tego rytmu i marzysz o innej drodze, bo tamta już wydaje się zbyt odległa od tego kim jesteś dla siebie teraz. A może przepaść nie jest wcale tak wielka? Czy warto wracać po tę intencję a może nowa już świeci gdzieś w głębi ciebie i światło nowe niesie dla ciebie. Może stara i nowa tym samym są gdy przyjrzysz się dokładnie. Nic co kotwiczy w sercu wszechświata nie istnieje osobno.

Pewien mądry mistrz z Indii powiedział, że najważniejsze w każdej praktyce duchowej jest sprawdzenie swoich przekonań w doświadczeniu, poczucie dogłębnie w sobie i poprzez siebie, własny wewnętrzny głos i wzrok, że to jest prawda dla ciebie i w tobie. Nie da się tego zweryfikować poprzez czytanie książek, słuchanie głosu mądrych przewodników, gromadzenie wiedzy… Wszystko to spełnia swoją funkcję do pewnego momentu, poziomu, dalej musisz wziąć to co uzbierałeś, te wszystkie przekonania i teorie i rzucić je w końcu w ogień doświadczenia we własnym wnętrzu, i tam wypali się to co zbędne, co nieprawdziwe, co okrężne i drogi dodaje, a pozostanie to co będzie świecić po zdanym egzaminie jak źródło twojej prawdy- spójne z Prawdą Wszechświata. Czym jest to doświadczenie? Dla jednego będzie tym kontemplacja, medytacja, w której pojawi się to światło z okrzykiem eureka. W zasadzie o ten okrzyk eureka chodzi ale taki, który wprawia niejako w zdumnienie, woła- o to chodziło, cały czas, rozwiązanie tu było tak oczywiste ale ja go jakoś nie mogłem dostrzec! Dla innych będzie to spotkaniem z kimś, słowem, które otworzy jakąś  zapadkę, lub wydarzeniem, sytuacją, która pokazuje gdzie jesteś, a którędy droga. Wszystkie wydarzenia te małe i te duże prowadzą do wyzwolenia, gdy rozpaczliwie zdzierając paznokcie do krwi nieraz rozkopujesz ziemie by dogrzebać się do setna… Wszystko zależy od woli i determinacji – jak bardzo chcesz dotrzeć do prawdy o sobie. Wszystko będzie mówić do ciebie, każdy szczegół, każda rzecz, każda okoliczność będzie krzyczeć głosem twojej duszy, głosem wszechświata, który z równie wielką determinacją jak twoja chce byś zobaczył, dostrzegł siebie…..i dalej, dalej, i jeszcze dalej, aż ponad wszystkie te sfery, które budują osobowość. Tam pomad wizerunkiem osobowości jaką skleiłeś dla siebie by wyrażać siebie tu, jest inny wymiar…. Tam uwalniasz siebie, by poznać siebie. Tu można wymienić wszystko na wszystko, tylko chciej bardziej niż wszystko sięgnąć tam, dotrzeć myślą, sercem, dotknąć przeczuciem….. Nikt za ciebie tam nie dotrze, nikt za ciebie tam nie dotknie, nikt za ciebie tam nie pokocha…. Tak, pomoże w drodze niejeden, nawet na plecy weźmie gdy zawołasz, że sam nie dasz rady, ale poczuć musisz Ty… I to jest tym doświadczeniem. Nieraz tak bardzo chcemy je sobie odebrać, prosząc innych by zrobili to za nas. Tej jednej jedynej rzeczy nie można zrobić za kogoś, bo to jak powiedzieć- tak, chcę to dziecko, będę je kochać…wiem wiem co to znaczy kochać, to chyba oczywiste… Ale gdy stajesz się rodzicem to słowo jego faktyczne znaczenie weryfikujesz w doświadczeniu, i zmienia ono całkowicie wszystko na temat tego co znaczyło kochać dziecko przed tym gdy tego nie doświadczyłeś a po tym gdy już stoisz nogami i rękoma w tym doświadczeniu. I tak samo jest teraz z duchowością i tym co sądzimy o swoim duchowym pięknie- weryfikujemy swoje postawy w kochaniu. Kochaniu ludzi, zwierząt, świata, siebie. Co myślę o sobie jako o rodzicu a jaka jest prawda? Czy chcę ją na pewno zobaczyć, do końca? Czy jestem gotów, przypuśćmy, że wytrzymam, że zniosę to co serce dziecka opowie mi gdy dorośnie… To czy gdyby mieć tę wiedzę zawczasu, bo teraz jest taki czas, że możemy obejrzeć ten film z przyszłości już teraz, to czy widząc co na nim się wyświetla i co mogę zmienić, powinienem zmienić żeby łzy nie poleciały z obu stron, to czy będę mieć dość woli, siły i chęci serca – miłości w sercu by już dziś, teraz to zmienić, przepracować, naprawić?

I tylko o to w tym chodzi. Każdy dziś może wziąć tę własną książkę do ręki  i obejrzeć co tam w niej się zapisało, nie tylko co ty myślisz, że zapisałeś swoim życiem i postępowaniem- to tylko jedna wersja i niekoniecznie prawdziwa, ale mamy niewyobrażalnie cudowną w efektach możliwość wzięcia do ręki księgi naszego życia tak jak zapisuje się teraz w Niebie, i przeczytania co tam przeskrobaliśmy, co źle zrozumieliśmy a co umyślnie nagięliśmy dla własnej wygody lub z głupoty, zaniedbania, niewiedzy…. Jakikolwiek powód by nie był, dziś nikt nie pyta cię o to dlaczego to zrobiłeś, ale czy chcesz zobaczyć swoje błędy, uznać je przed sobą? I jak głęboko chcesz zajrzeć… Jeśli się boisz za głęboko, jeśli boisz się, że zobaczysz potwora zamiast tego co tworzyłeś jako piękny i różowy wizerunek siebie, to i tak upieraj się przy oglądaniu choćbyś miał się trząść jak osika ze strachu, zawołaj Matkę, najświętsze z najświętszych w co wierzysz by podał rękę i zajrzał z tobą w głąb tej króliczej nory, poproś Matkę Boga by cię przytuliła gdy będziesz czytać tę część opowieści, która straszy najbardziej. Bo jeśli wytrwasz i bardziej niż własne wizerunki o sobie będziesz cenić Prawdę, nawet najbrzydszą na własny temat, wówczas Ona, On, serce wszechświata nigdy nie pozwoli cię skrzywdzić… Bo prawda zawsze cię wyzwoli, nawet najtrudniejsza do wysłuchania. Dlatego to doświadczenie jest tak ważne, nawet jeśli boli, to gdy zobaczysz co otrzymujesz potem, w zamian, podziękujesz za cały ból, i cierpienie jakie niesie to doświadczenie, bo jest ono wyzwoleniem dla duszy, jest radością dla  ciebie i twoich, potomków, jest ułatwieniem drogi dla tak wielu…. Nie zamykaj oczu, chciej widzieć, chciej poznać i doświadczyć prawdy na własny temat, bo w jakże wielu wypadkach kierowcą naszego wehikułu jest ego, a ono prawdy serca nie zna, bo serca nie widzi i nie ma.

Najlepsze w tym wszystkim  jest to, że teraz otrzymaliśmy wszystko czego chcieliśmy, i jakże dwuznacznie może zabrzmieć zdanie-masz co zawsze chciałeś- i teraz dopiero można poczuć i doświadczyć, czy ten wielki dom to spełnienie moich marzeń, czy to że chciałam żeby mąż spędzał ze mną 24h jak na filmach to moja bajka czy może potrzebuję jednak więcej własnej przestrzeni żeby oddychać swobodnie? Czy ta kosiarka spalinowa sąsiada jest lepsza bo większa a jego samochód sportowy ciasny i niski jest piękny ale czy faktycznie dla mnie, czy wrzód na tyłku w postaci upierdliwego kolegi w  firmie, którego już nie ma naprawdę oznacza ulepszenie mojego życia czy może odwrotnie. Wszystkie nasze wyobrażenia o tzw. lepszej jakości naszego życia i tego czego nam brakuje żeby takie było właśnie się urzeczywistniają, weryfikują i na każde musimy sami sobie odpowiedzieć czy to na pewno tak jak myślałem a może zupełnie odwrotnie… Już słyszę te głosy, ale ja przecież tego wcale nie chciałem, nie zamawiałem, zastanów się czy aby na pewno? Czy to czego życzysz, żałujesz zazdrościsz, zarzucasz komuś, ma cokolwiek z tobą wspólnego :)? Czasem trzeba będzie przyznać się do błędów, czasem da się coś jeszcze wymienić, a czasem trzeba będzie skonsumować i przetrawić, przystosować się do tego co wybrałem, bo myślałem że jest lepsze od tego co miałem.

Koniec końców pytanie brzmi, jak bardzo jesteś zdeterminowany by poznać siebie i zobaczyć swoje ja w prawdzie, a raczej to co naprawdę z niego zbudowałeś przez ostanie lata swego życia, jak bardzo karykatura, którą wytworzyliśmy odbiega od obrazu jaki mieliśmy na początku w sercu, czy teraz wyzywasz siebie i ten obraz z tamtych lat jako naiwny, czy śmiejesz się ironicznie z tego co kiedyś uważałeś za szczytny cel, za który warto życie oddać? Czy może jesteś daleko z przodu i z uśmiechem oglądasz się wstecz widząc to samo światło, które przyświeca ci w środku i prawdy swojej nie zgubiłeś? Jeśli tak to znaczy, że czytać tego nie musiałeś dla siebie :).

Chciej widzieć, nie bój się nawet najgorszej prawdy o sobie, bo to co w niej boli to kurczące się ego….By zrobić miejsce temu co pokornie czeka, a gdy wpuścisz to światło, Prawda wraz z nim wejdzie otwierając i wpuszczając całe duchowe Dziedzictwo, Dom….Twój Dom.

Magdalena

Brak komentarzy