Paź 10 2018

Małe doświadczenie, wielki program na życie…

To co nas spotyka nie jest przypadkowe, świadkowie zdarzeń nie są przypadkowi, ich reakcje nie są przypadkowe, czy mogą odmienić los jednym drobnym gestem i zmienić wszechświat – tak mogą.

Ostatnio byłam świadkiem sceny, gdzie jedno dziecko w klasie rozdawało piękne lizaki wybranym, reszta musiała obejść się smakiem. Jeden nieśmiały chłopczyk zauważył, że inne dzieci mają lizaki, podszedł do koleżanki i zapytał czy też mógłby dostać, na co dziewczynka wrzasnęła mu w twarz z wielką złością, że jemu akurat nie da bo go nie lubi… Dziecko oblekło się wstydem i upokorzeniem, odwróciło, przygarbiło momentalne i powłócząc nogami odeszło czując że z nim jest coś nie tak i wszyscy to widzą… Jaki program ta scena wytworzy na życie dla tego małego chłopca, który doznał odrzucenia publicznego, poczuł że szczera prośba i odsłonięcie swoich potrzeb może się spotkać z wielkim  zażenowaniem, wstydem i porażką a także szyderstwem… Boże, jak trudno czasem być obserwatorem na tym świecie. Dziecko pozostawione same sobie w doświadczeniu, które jest okrutne, bo nie mam wrażliwości lub odwagi by wychowywać według serca a nie prawa dżungli. Jak wyważyć asertywność i zdrowe poczucie godności osobistej z tym co jest już poniżaniem ludzi i traktowaniem ich z przysłowiowego buta? Wydaje się, że w wielu przypadkach nadal wygrywa nas postawa walki o tzw. swoje. Małe zdarzenie a z niego wyrasta program na całe życie, te zdarzenie zsumuje się z kolejnym podobnym doświadczeniem i ten mały chłopczyk zawsze już będzie uznawał pokazanie, że na czymś mu zależy lub poproszenie o coś za słabość, zbuduje mur a  w najgorszym przypadku uzna, że w życiu trzeba mieć wyjątkowe rzeczy by móc nimi nagradzać tych, których uzna za lepszych i to on będzie wybierał kto zasługuje na to by go wyróżnić a kto na to by go upokorzyć pominięciem.

Nie sposób dorastać w odgrodzeniu od innych ale nie oszukujmy się, mamy olbrzymi wpływ na tych małych ludzi, którzy dorastają pod naszym nosem, w naszych domach i mimo to nie robimy nic by wychować ich w opcji dobra, przyzwoitości lub robimy za mało. Często kierując się mylnym programem, że w życiu trzeba umieć sobie radzić i rozpychać, bo nas rozdepczą, dajemy dziecku na starcie kij do ręki, który staje się dla niego olbrzymim batem na dorosłe życie, który porani go boleśnie czyniąc kaleką duchową. Na dzieciach najszybciej wychodzą programy dorosłych, z którymi się styka dziecko a które chłonie jak gąbka wodę, i przeraża mnie to co widzę, gdy obserwuję dzieci i ich podstawowe programy, których nikt nie próbuje naprawiać, wyjaśniać lub przekształcać by służyły rozwojowi a nie niszczyły.

Swoją drogą, patrząc na dziecko od razu widać z czym ma problem w życiu dorosły, z czym sobie nie radzi, jakie podejście, stosunek do ludzi pokutuje w jego życiu odbijając się echem na wydarzeniach.

Co nas stanowi, suma doświadczeń, tak, ale też to jak z nimi sobie radzimy, każdy złoczyńca był kiedyś wrażliwą duszą, i od tego złego albo tego kogo uważamy za potwora często różni nas tylko reakcja na zranienie, małe doświadczenie z dzieciństwa. To jak bronimy się przed bólem, cierpieniem, i w zależności od tego czy ktoś – ty – obserwatora, podasz teraz rękę i zrozumiesz krzywdę, wytłumaczysz, ukażesz swoje współczucie, może być czynnikiem przyczyniającym się do powstania potwora lub dojrzałego człowieka, który rozumie, że nie ma w nim winy ani powodu do zemsty. Większość bazowych programów powstaje w dzieciństwie a późnej tylko dokładamy do nich kolejne cegiełki. Często wymaga wielu lat pracy i trudnych przełomowych doświadczeń żeby zburzyć mur, który budowaliśmy przez lata. Później taki program wychodzący z tak małego wydarzenia w dzieciństwie pradziadka może pokutować we wnukach, przekazywany z pokolenia na pokolenia w formule- nie proś nigdy nikogo o nic, bo to uwłacza twojej godności, lepie mieć niż brać. I wszystko ok jeśli ten program bazuje na plusie rozdawania innym bezinteresownie a nie posługiwania się by tworzyć kilki wyróżnionych. Na minusie prędzej czy później wytworzą się sytuacje gdzie trzeba będzie skonfrontować lęk przed proszeniem o pomoc, o pieniądze, o tego lizaka jeśli nie dla siebie to dla kogoś dla kogo upokorzymy się z miłości– bo z tym identyfikujemy prośbę po naszych doświadczeniach lub rodowym wzorcu. Na przykład możemy prosić w skrajnych sytuacjach o pieniądze dla chorego dziecka albo o przyjęcie mamy do szpitala na specjalny oddział ‘wybrańców’… sytuacje mogą być różne – ale zawsze skonfrontują nas z tym programem podstawowym, w którym znów stajemy twarzą w twarz jak dzieci bezradni wobec okoliczności. Ja proszę i jestem zdany na łaskę lub niełaskę tego, którego proszę…W zasadzie otworzenie się i wyjście z muszli i poproszenie z pokorą, nie buńczucznie, nie z hardą postawą ale pokornym sercem, gotowym na zranienie  jest przerobieniem tego programu. I w takiej postawie jeśli odmowa będzie bezpośrednia to wszechświat wyjdzie z pozytywnym rozwiązaniem- bo program został skonfrontowany, nie ważne czy mnie odrzuca czy nie- nie jestem winien nie musze się wstydzić, ważne że mam szczerą intencję, bo potrzebuję i nie wstydzę się przyznać do tego.

Jako dorośli wcale nie łatwiej przerabiamy te zatwardziale rany w sercu, których często nawet nie łączymy z naszą niechęcią jako dorośli o zwrócenie się o pomoc lub wystawienie na widok publiczny. Każdy z nas ma jakieś programy zbudowane wokół małych doświadczeń, które boleśnie nas upokorzyły. Ja do dziś pamiętam że dopiero jako osoba dorosła na studiach odważyłam się zaplatać włosy w kucyk po tym jak dzieci wyśmiewały mnie z powodu moich uszu… Przerobiłam ten aspekt dopiero gdy zmieniłam środowisko całkowicie, zmiana grupy społecznej, nabranie poczucia wartości, które nie musiało się wiązać z tym co mam lub jak wyglądam.

Myślę, że wielu ludzi tak ma, jedno doświadczenie pokrywa się z drugim, trzecim i szybciutko jako dzieci uczymy się zamykać w tym świecie żeby nie bolało…jednocześnie budujemy nasze państwo w oparciu o podstawowy kod moralny, etyczny, który nam wpajano. I niestety gdy jest on bardzo wątły i zbyt swobodny w interpretacji w zależności od tzw. położenia, mamy ludzi pogubionych, którzy nie potrafią odnaleźć swojej podstawy gdy pojawiają się pierwsze doświadczenia już w wieku szkolnym, bo rówieśnicy to doświadczenia. Baza wychodzi z domu, a gdy nie uczymy dzieci wartości wyższych, wtedy mamy wypadkową programów rodowych w małym człowieku i takiż system obronny z tego wyjdzie, np. ‘chytrowania’- przebijania się na powierzchnię w życiu, samoobrony, która zahacza o atak. Bez wiary w wyższe prawdy, gdy świat wkoło jest okrutny i się wali, jednostka nie przetrwa gdy smaga ją wiatr i zalewa powódź emocji, żalu, krzywdy, a pamiętajmy tonący brzytwy się chwyta…

Czasem warto zacząć od tzw. ślepej wiary nawet gdy wszystko przeczy istnieniu dobra i wartości wyższych tego kodeksu duchowego, to jednak z czasem to te wartości ratują życie i chronią dzieci a potem dorosłych ludzi przed pogrążeniem się całkowitym w utopii picia, palenia, nałogu zdobywania, posiadania, w końcu bezsensu bycia… A wszystko zaczyna się od lizaka w szkole… Przesada? Otóż niestety nie.

Reagujmy na postawy naszych dzieci, reagujmy na nic nie znaczące pozornie, małe krzywdy, niestosowności. To teraz budujemy małych dorosłych… później trudniej ich wychować i przekonać do prawdy. Czasem gdy patrzę na dwie istoty, z których jedna ma po ludzku 40 lat a druga 7 to mam wrażenie, że ta która ma siedem wychowuje i prowadzi tu za rękę duże uparte dziecko :). Myślę, że w dużej mierze bagatelizujemy to co się wkoło dzieje, a co nas dotyka, bo boimy się ciężaru i odpowiedzialności, bo czujemy że to ogromne zadanie, wymagające wielkiej odpowiedzialności, głównie jednak odwagi i spojrzenia w oczy wielkiemu strachowi, zmierzenia się z naszymi programami, których unikaliśmy przez lata. O ile łatwiej jest przymknąć oko i powiedzieć sobie- bez przesady świat się nie zawali gdy wrzucę trochę na luz… Nie, nie zawali, ale znacznie zubożeje, skarleje, zmarnieje i będzie w nim więcej płaczu i krzywd bo my przymknęliśmy oczy…o ironio by było lżej.

Bez bazy wartości wyższych nowe pokolenia przychodzące dziś muszące zmierzyć się z coraz trudniejszą rzeczywistością duchową będą pozbawione broni, zbroi w wojnie z tym co czeka by żerować na ignorancji i niewiedzy, ale głównie obojętności, zaniedbaniu. To co niewidzialne już przenika nasze istnienie oraz doświadczenia i coraz szybciej kreuje wydarzenia, a nasze dzieci mają jeden jedyny system obronny, swoje duchowe wartości, które dziś tak bardzo kuleją. Nie przekazujmy dzieciom programów, które sami wybudowaliśmy na błędnych przekonaniach samoobrony przed złym światem, które wyrosły z naszej krzywdy a  nie ze światła.

Baza programu jest bardzo ważna, czy jest nią krzywda, lęk, żal czy jednak światło, dobro, nawet przez łzy… To łatwe w rozpoznaniu co leży u bazy i łatwo też zauważyć czym będzie reakcja do świata wychodząca z tej bazy i stosunek do ludzi- szczery otwarty bądź twardy, nieufny. A jak często ty pozwalasz sobie na wyjście ze swego programu bazowego i wyprostowanie się z godnością, na uwierzenie w lepszą wersję siebie? Jak ty nie uwierzysz to kto uwierzy, kto uwierzy w końcu w ciebie?

Warto pracować nad bazowymi programami, na każdym etapie, warto zauważać z czym wychodzę do świata, co przekazuję swojemu dziecku jako monetę przetargową do życia, na jakiej bazie moje dziecko wybuduje wymianę z innymi ludźmi? Czy będzie wierzyć, że może coś otrzymać bezinteresownie czy że za wszystkim stoi interesowność? Jakich ludzi na podstawie tych przekonań przyciągnie do klucza swego życia, czy ten klucz pozwoli mu doświadczyć bezinteresownej pomocy innych, czy wiecznej podejrzliwości, niedowierzania, nieufności? Czy program sprawi, że od razu utnie wyciągniętą ku sobie dłoń, bojąc się że jest to haczyk, na których łapie się naiwnych? Czy zgorzknienie i przeświadczenie o trudności i twardości życia zabije w nim wiarę w ludzi i ich dobro? Za którym razem odważy się dostrzec i nie pogardzić tymi którzy oferują taką przyjaźń, odważy się ją przyjąć nie obawiając się, że to nie podstęp? Rozumiesz już drogi współwędrowcze map życia, że postawy, przekonania, są żywym nośnikiem zdarzeń… Zatem dbaj o podstawowe odruchy swoje i sowich dzieci i przyjrzyj się bazie z jakiej wychodzą, bo to ona jest busolą twego statku. Zatem twój kurs jest do przewidzenia, tylko przejrzyj swoje programy bazowe i pozwól sobie obrać nowy kurs, wytyczyć nowe mapy życia, pamiętaj to ty odpowiadasz za to by dzieci nakreśliły lepsze mapy sobie a także przecież już wiesz Tobie…

Pozdrawiam,

Magdalena

Brak komentarzy