Maj 11 2017

Utrzymanie wysokiej wibracji w codzienności…

Nie sztuka jest poprzez modlitwę, kontemplację, rozmyślanie, medytację, skupienie w najwyższej idei osiągnąć poziom wibracji, stan  w którym spokój i harmonia uzdrawiają nas i naszą przestrzeń…sztuką jest utrzymać siebie w tym stanie w ciągu całego dnia, tygodnia, miesiąca…. Utrzymać latami…. W zasadzie to co robi przeciętny człowiek raz w tygodniu udając się do swojej świątyni, samotni, azylu, czy innego miejsca świętego skupienia jest tylko kroplą w morzu potrzeb, szczególnie gdy ta kropla wpada i daje nam tylko chwilowe poczucie hmmm tego że da się lepiej, mądrzej, piękniej żyć w harmonii…. A po 10, 20 minutach, czy paru godzinach, wszystko opada jak  krople deszczu, które wysychają na powietrzu w miarę upływu czasu i zostaje jeszcze przez chwilę czystsze ubranko…ale z czasem kurz znów się na nie nanosi i znów potrzebujemy oczyszczenia aby się wznieść wyżej w myśli, czuciu i odbiorze tego co płynie z Wszechświata…by dostroić się do najwyższej możliwej dla nas wibracji na dziś…

Niejakim marnotrawstwem jest oczyszczenie, które znika po paru minutach od wejścia do zwykłej codzienności pracy, wymiany energii z innymi ludźmi… Sztuką zaś przetrwania powinno być w zasadzie trenowanie codziennego utrzymania się w wibracji, która pozostaje po wypoczynku i skupieniu na najwyższej idei jaką człowiek na dziś jest wstanie wynieść i naświetlić w sobie jako cel, z którym się utożsamia.

Fakt, póki jesteśmy w stanie kontemplacji, wyciszenia burzy umysłu, nie wybici z wewnętrznego źródła równowagi poprzez szalejące i kłębiące się emocje, które przysłaniają to co jasne, jesteśmy wstanie widzieć i kreować na bieżąco przyszłość z jak najlepszych składowych i wszystko co by wystarczyło robić to podtrzymywać siebie w tym stanie skupienia by nie puścić a raczej opuścić tej wyżyny siebie.  Dlatego wielu mistrzów życia jak to nazywam, ucieka w odosobnienie, niestety nie wszyscy mamy ten komfort w życiu, wielu decyduje się na życie rodzinne i w większych społecznościach- co wymaga też większego trudu, dużo większego, w utrzymaniu poziomu swoich myśli emocji, i uczuć, odbioru rzeczywistości na poziomie, który jest niezakłócony niskimi wibracjami… Czyli mówiąc zwyczajnie :), nie zakłócony żalem, nerwami, złością, odwetem, zazdrością, depresją, brakiem zaufania, a wszystko to prowadzi do nie widzenia po prostu rzeczywistości subtelnej, duchowej jako pierwotnej czyli nadrzędnej w stosunku do skutku jakim jest przejaw już tutaj w postaci emocji, reakcji na skutek urzeczywistniony w materii…

Pięknie jest spotkać wspaniałych ludzi w ich wspaniałych przejawach, w dobrym nastroju, w najlepszym czasie ich życia… Natomiast dużo trudniej jest pozostać odzwierciedleniem na zewnątrz tego najwyższego obrazu gdy wkoło trwa wojna…lub inne spustoszenie. I poprzez wojnę nie mam na myśli tylko tradycyjnych wojen, ale też te wysublimowane, których nie widać i rozpoznaje się je dopiero po latach gdy widzimy stan swojej psychiki, duszy, siebie jako rezultat wielu lat przeżytych w społeczności nowoczesnych trików, technologii, i manipulacji umysłem z pozoru  w nieszkodliwych drobnostkach. Postęp? Czyżby? Za jaką cenę? I czy we właściwy kierunku?  Ze wszystkiego trzeba umieć korzystać i przewidywać wielokierunkowe skutki nie tylko te bliskie ale i dalekosiężne- to  oznaka mądrości i rozwagi w przetrwaniu rodzaju ludzkiego. Tymczasem warunki jakie sobie stwarzamy, stworzyliśmy wydają się jak poligon wojskowy usłany bombami przeciwpiechotnymi, gdzie poruszać się trzeba z wielką ostrożnością i najlepiej iść po śladach tych, którym udało się dotrzeć na drugi koniec…. W księgozbiorach ludzkości nie brakuje opowieści o życiach świętych różnych religii świata, mało jest natomiast przykładów tych tzw. Wielkich w oczach świata, którym wybudowano pomniki- które z czasem nie poddały się upływowi stuleci i nie okazały się tylko pustymi bałwanami… Mówi się, że jedyna wieczna księga mądrości jest zakopana wewnątrz każdego człowieka, w jego świętym przybytku, źródle-  i to prawda. Ale co jeśli już dawno zapomnieliśmy którędy i jak dotrzeć do tego własnego źródła? Co jeśli nie szanujemy podstawowych praw wymiany energii we wszędobylskim życiu- to proste… po nitce do kłębka od każdej drobinki energii da się przejść jak po nitce do kłębka. Jeśli istota ludzka jest głodna prawdy, i rzeczywiście chce poznać siebie, swój rodowód, swoje pochodzenie i odpowiedzi na pytania podstawowe-kim jest? Nie sposób ominąć podstawowej drogi jaką jest łączność wszystkiego ze sobą we wszechświecie- to jest to co pierwsze rzuca się w oczy ‘ślepcom’… Ale co zadziwiające człowiek upiera się by ignorować tę prawdę i swój głos wewnętrzny i stale pracuje nad zapominaniem i podtrzymywaniem świata sztucznie wybudowanego na oddzieleniu i rywalizacji… Stąd trudno wyjść i nie da się wyjść bez powrotu do wewnątrz- czyli tam gdzie zaprzeczamy sobie.  Prawdziwa rzeczywistość, prawda o nas, jest w tym wewnętrznym głosie, przesłaniu, które nigdy nie milknie- ono jest teraz dla każdego dostępne…bo wszechświat nie przestaje mówić do nas. Każde teraz jest w czasie dostępne dziś jutro i wczoraj, bo Głos Wszechświata jest poza czasem i jest w Tobie teraz i zawsze do wysłuchania, to czy dostroisz siebie do tej fali wibracji, czy zechcesz jej wysłuchać, i przyjąć zależy od wolnej woli.

Dziś jest trudno przyjąć to co mówi w środku nasz wew. Głos, to co w zasadzie jest oczywiste i logiczne gdy się nad tym zastanowić i prawdziwe w szerszej obiektywnej rzeczywistości- dlaczego obiektywnej- bo wszechświat to połączone istnienia w energii, która jest splotem współistnienia- co oznacza symbiozę…w górnolotnym języku wymianę na zasadzie miłości, poszanowania, harmonii-ty i ja jednym jesteśmy. Jeśli zaś odrzucić tę prawdę mamy co mamy…grzęźniemy w błocie po pachy i nadal zapieramy się opcji współpracy dla dobra wyższego czyli wszystkich.

Dziś popularne hasła bazują na odwróceniu kierunku pojednania w stronę drapieżcy- czyli przetrwają najsilniejsi – nawet w cywilizacjach tzw. wysoko rozwiniętych za hasłami pomocy i dobrej rady, kryje się ideologia szpetna z intencją podłą niestety. Czy to widać? Dla wielu z nas niestety nie udaje się zobaczyć tej spodniej warstwy, szczególnie gdy bezkrytyczne przyjmujemy światopogląd mediów mainstreamowych lub innych ‚ogłupiaczy’… Trudno owszem wrzucić wszystko do jednego wora, ale dziś człowiek w zasadzie powinien być na tyle skupiony na swojej wewnętrznej prawości, idei najwyższej, kontemplacji wyższej rzeczywistości, żeby nie zakłócały go hasła i nachalne triki marketingowe, sprzedażowe dzisiejszych czasów. Dlatego właśnie mistrzami dla mnie są dziś ci, którzy potrafią z wysoką wibracją godności ludzkiej i poszanowania praw podstawowych Każdej Jednostki trwać na posterunku ludzkości i jej idei duchowych…bo bez nich nie przetrwamy….nie wyswobodzimy się ze świata pułapek umysłu.

Rzeczywiście łatwo jest tworzyć na bieżąco dobrą rzeczywistość, gdy mamy wielopokoleniowe wsparcie i już solidne podstawy duchowości ugruntowane w rzeczywistym świecie przejawowym, ale gdy jesteśmy rzuceni jak dziś jak ziarna w glebę gdzie więcej jest chwastowych idei i zakwas dusi rozwój piękna, prawdziwym heroizmem jest utrzymanie się w wibracji światła na co dzień. Ci, którzy potrafią to lepiej niż inni na dziś, są jakby przewodnikami w małych grupkach- tworzą małe grupy wsparcia, naturalnie przekazując swoją wibrację, drogę innym, aby ci, lub choć jeden mógł stworzyć później inną grupkę, być pomocnym przewodnikiem dla jednej, dwóch, trzech nowych osób… To są dzisiejsi apostołowie duchowości, odrodzenia wewnętrznego, nie szumni lub tylko wielcy awatarzy ale też ci skromni herosi, o których nikt nic nie napisał i napisze… Ludziom się wydaje, że mistrz powinien być nieskazitelny, lewitować, materializować przedmioty, i czynić wiele innych zadziwiających rzeczy… Tak można szkolić się  i w tym kierunku, jednak to powinno być tylko dodatkiem do duchowości a tu na Zachodzie w świecie zindustrializowanym, modernistycznym, to co ja nazywam mistrzostwem to utrzymanie się w wibracji spokojnej łagodnej dobroci, szacunku do drugiego istnienia…. Ilu takich ludzi widzisz w swojej codziennej rutynie dnia? Da się ich zauważyć w grupie, ogólnym tle gdy się przyjrzysz, bo to jak dostrzeżenie perełki na dnie morza-tak rzadkie- rozprzestrzeniają wokół siebie aurę ciepła, spokoju, światła, rzadko są krzykliwi, rzadko chcą skupić na sobie całą uwagę, czasem wybiją cię z toku uśmiechem lub bezinteresownym gestem którego dawno już nie spotkałeś…. Czasem zadziwią pokorą w obliczu nawałnicy, a czasem odwagą gdy wszyscy dbają wyłącznie o swój interes- przejawy są różne- i zawsze są heroizmem  o wielu obliczach. Każdy z nich ma swoje wyzwania, problemy, drogę i przysłowiowy krzyż….to co ich różni od śpiących i śniących sen ogólny świata, to wrażliwość na duchowy wymiar istnienia i cierpienie innych… Ta wrażliwość jest o tyle czuła- że potrafią wyłapać, wczuć się w nastrój i poczucie zażenowania, krzywdy drugiej osoby i starają się zapobiec temu poczuciu zanim ta osoba jeszcze je odczuje…stąd dbają o dobry nastój, o to by ktoś nie poczuł się dotknięty lub chcą zaraz naprawić coś co mogło być odebrane jako przykre, niestosowne przez drugą osobę… To też jest cierpienie. Z małych cierpień zebranych do kupy rodzi się wielki ból i ten komu przyklejamy naklejkę złoczyńcy. Tu rodzi się pytanie – kto tworzy potwora? Jedno z wielu pytań o współodpowiedzialność w stwarzaniu tego co widzimy wokół nas…

Jeden z autorów bardzo poczytnej serii o duchowości pisał o istotach tzw. wysoko rozwiniętych…ja bym ludzi mistrzów dziś starających się o wywyższenie w człowieku wrażliwości i odgrzebanie jej spod śmieci, pokazanie drogi serca nazwała właśnie wysoko rozwiniętymi dzisiejszych czasów- to oni w tych trudnych warunkach muszą narażać siebie na ból odczuwania cierpienia innych, gdy reszta zamyka oczy i drzwi serca żeby nie bolało… To dlatego odwagą nazywam dziś stanie i wytrwanie w wibracji duchowej, która tak jest też cierpieniem, bo gdy jesteś wrażliwy na losy innych i ufasz Wyższej Zasadzie Istnienia, nie znaczy to, że stajesz się obojętny na cierpienie dziecka, kogoś kogo kochasz, lubisz, znasz…. Lecz uczysz się coraz mocniej łapać, trzymać zębami i pazurami tego co ból lub cierpienie związane z ogólną rzeczywistością jaką sami stworzyliśmy nam przysłania. Z całą mocą i siłą na jaką cię stać nieraz ze łzami w oczach walczysz w środku o to, by to co dobre w tobie nie gasło, by nadzieja w ludzi i w ideę wyższą, którą nieraz tylko przeczuwasz w okresach ciemności, trwała w Tobie…to jak ogień którego pilnujesz by nie zgasł w nocy choć spać się chce z zimna, bólu, zmęczenia, niewygody…. By nad ranem nie zamarznąć, nie zasnąć na zawsze, jak inni z którymi miałeś strzec ognia do rana, do jutrzenki dla nowej następnej grupy twoich, moich, naszych wspólnych dzieci, następców, wnuków, prawnuków…

Właśnie wzloty i upadki tych lepszych ode mnie ludzi, tych których stać na większe dobro względem innych uświadomiło mi ile ich kosztuje utrzymanie na co dzień tego człowieczeństwa, szczególnie gdy są okresy, że nikt z najbliższych nie potrafi wspierać.  Choć na planie duchowym, w doskonałej harmonii nie ma braków, i zawsze na miejsce w którym jest pustka wejdzie nowe, tak też ci którzy potrzebują i są otwarci na przyjęcie otrzymają to wsparcie… Jeden podtrzyma drugiego. Gdy myślę o jakimś zadziwiającym przykładzie, który mną osobiście wstrząsnął, jawi mi się scenka z mego życia sprzed roku czy dwóch gdy szłam chodnikiem nad brzegiem stawu, gdzie ruch jest zwykle dość spory, bo to urokliwe spacerowe miejsce, zobaczyłam kobietę, która pochylała się nad ziemią i gadała do jakiegoś małego owada jak do dziecka… Podeszłam bliżej a ona dalej stoi i tłumaczy – ‘no uciekaj stąd, nie widzisz że tutaj wszyscy chodzą, zaraz cię ktoś rozdepcze, no malutki….’ Patrzę dyskretnie a ona wyciąga rękę lekko zdenerwowana, że malec jej nie słucha i popycha go do przodu…ten malec to świerszczyk, który wyszedł z trawy na deptak chodnikowy…popycha go więc palcami delikatnie i mówi-no rusz pupcię bo tutaj jest niebezpiecznie’. W końcu zadowolona z efektu prostuje się i wzdycha z ulgą- ‘!uff no przecież nie mogłam go tak zostawić!’ No tak nie mogła, a ile osób by rozmyślnie rozdeptało, bo ciężko zejść z drogi? Ile niszczy jajka ptasie złożone niewygodnie na balkonie, itp… Przykładów jest masa… Pytanie, który obudzi w tobie nutę, która pobudzi cię do zmiany w Tobie.

W sumie większej wrażliwości na świat uczą nas ci, którzy potrafią nas zadziwić dobrym przykładem i to jest prawda. Podobnie jak pani w sklepie, która na moich oczach podeszła do kasjerki i powiedziała- ‘przepraszam znalazłam w wózku który wzięłam przedmiot który ktoś wcześniej kupił ale najwyraźniej zapomniał zabrać ze sobą- był to akurat kosmetyk – i w sumie na dobrą sprawę znalezione nie kradzione- bo przecież sklep swoją opłatę już otrzymał a właściciel sobie poszedł …ale kto wrażliwy na niuanse wychwyci i pomyśli, że być może osoba wróci drugi raz by zapytać czy nie znaleziono jej kremu do twarzy. Prozaiczne? Proste? Głupie? Hmmm…mistrzostwo naszych czasów to prawość intencji i wrażliwość na drugie istnienie- to duchowość, o którą dziś walczymy w naszej codzienności…

Niestety, jak wszystko co chcemy osiągnąć i ta wyższa idea  przychodzi w ten sam sposób – poprzez wytrwałe dążenie i poświecenie się dla tego marzenia…poprzez wiarę, że się nie poddam i że potrafię. Problem w tym, że to podstawowe dążenie dziś spychamy daleko w niebyt, by nie krzyczało o  naszym zaniedbaniu. Nie chce się nam dbać o to co przychodzi z wysiłkiem i nieraz jest wyśmiewane przez wielki świat. Lecz ten kto walczy wytrwale by dojrzeć i zobaczyć prawdziwą rzeczywistość z czasem wywyższy to co duchowe i nada prawdziwe wartości wszelkiemu poznaniu. Innymi słowy mniej będzie miało znaczenie co ktoś inny powie lub pomyśli o tym, że jesteśmy inni, mało ‘życiowi’, światowi, czy jesteśmy popularni lub czy wpasowujemy się w jakiś ogólny trend. Mądrość wewnętrzna będzie kwitła i prowadziła taką jednostkę poprzez inną lecz pozornie tę samą rzeczywistość, inną, bo opartą na innych zasadach kreowania stwarzania, a zatem różniącą się też w skutkach… I tak to co będzie dotykało innych jako nieuniknione, straszne, lub karzące, tej osoby nie dotknie gdyż funkcjonuje ona na innych prawach, a zatem w obrębie innej rzeczywistości, dla niej widzialnej w przejawie. Nasz odbiór świata definiuje to w jakiej rzeczywistości się znajdziemy… Kluczem jest umiejętność dostrojenia się-poczucia, zrozumienia wyższej prawdy o sobie, następnie utrzymania się w tym kluczu-czyli stałego podtrzymywania w sobie tej idei-wibracji – by móc na jej zasadzie, bazie budować trwałą rzeczywistość dla siebie, a gdy jesteśmy wystarczająco umocnieni w naszej prawdzie także dla innych poprzez ukazanie im drogi jaką sami widzimy jako opcję do wyboru –wolnego wyboru.

Jak? Jak to zrobić? Sama od lat obserwuję wokół siebie ludzi, którzy według mojej oceny zaszli dużo dalej w tym mistrzostwie… I nadal mają swoje gorsze dni, problemy codzienności…tylko inaczej na nie reagują niż ‘przeciętny’ człowiek, mają też więcej pokory i mniej zawziętości w tym negatywnym sensie-w stylu nie daruję Ci! To proces…. Nie tylko czytania książek i zdobywania wiedzy, medytowania ale też praktykowania bycia dobrym człowiekiem-i ten ostatni element z trzech jest chyba najtrudniejszy.  Bo to jest jak sprawdzenie w praktyce umiejętności żołnierza w warunkach bojowych… Pójdź tam gdzie trudno się skupić i odsłonić, pokazać siebie w prawdzie nie będąc wyśmianym i zostań jednocześnie pozostając sobą… I nie muszą to być wcale ekstremalne warunki, wystarczy twoja codzienność robocza, praca, klub szachowy czy spotkanie z koleżankami wieczorem…

Dlatego niektórzy po latach pracy nad sobą zmieniają nieraz całe środowisko, swoje otoczenie, bo jak mawiają nie potrafią żyć już tam, gdzie nie są akceptowani, gdzie nie ma szczerości otwartości w wymianie energii, myśli, uczuć… I taka jest prawda…jedni odchodzą inni przechodzą, każdy przyciąga to co w pewnym względzie jest kompatybilne i z czym jest wstanie pracować i współpracować…

Kochani nie sztuka oddzielić się od wszystkich i nie o to chodzi, nie sztuka też zostać tam gdzie cię pociągną w dół, bo sam nie udźwigniesz wibracji grupy…trzeba umieć wypośrodkować-znaleźć złoty środek mając na względzie swój obecny, aktualny poziom i możliwości jakie mam na dziś. Możliwe, że za rok czy trzy lata w tej grupie byłbyś wstanie wytrzymać nie dając stłamsić swojej idei głównej, ale na dziś lepiej dla ciebie jest stanąć z boku w mniej ekstremalnych warunkach by rozwinąć w sobie wiarę i siłę do tworzenia podłóg swojej wewnętrznej prawdy. I tak jest ze wszystkim, zawsze możesz być mistrzem dla kogoś obok, jeśli masz prawą intencję…  Bo ktoś zawsze jest przed nami a ktoś za nami na tej drabinie i czasem warto by nie stracić wiary we wspinaczkę zapytać kogoś wyżej co stamtąd pięknego widać, żeby zmotywować siebie do dalszej wędrówki…

Magdalena

komentarze 4

  • Ten pęd za coraz większym stanem posiadania nas gubi. Wydaje nam się w tym pędzie, że nie stać nas na zatrzymanie, ciszę, kontakt z samym sobą, bo coś stracimy, zostaniemy w tyle, nie wyrobimy się z czymś. Znam to też i z własnego doświadczenia, na szczęście, wróg zidentyfikowany to połowa sukcesu 😉

  • maria

    Przeczytałam z ciekawością i przyjemnością. Zawsze ktoś jest przed nami i ktoś za nami, to prawda. Ja często czuję się „pomiędzy”

  • super piszesz…..

    • Dziękuję, każde dobre słowo jest dla mnie jak cenna perła i tak po ludzku buzia się uśmiecha…pozdrawiam