Gru 22 2016

Magia świąt

cocacolaRozmawiałyśmy ostatnio z przyjaciółka nad tym jak to święta powoli tracą swój duchowy wymiar i stają się raczej obyczajowym, kulturowym wydarzeniem oderwanym od swoich rzeczywistych korzeni i przede wszystkim tego czym są: od tej Dobrej Nowiny dla duszy ludzkiej…

Zadumałyśmy się ze smutkiem, że świat robi się coraz bardziej świecki chętny do bycia, życia z wartościami etycznymi jako powszechnie uznawanymi a nie duchowymi…Mikołaj, choinka, i otoczka obyczajowa powoli wypiera znaczenie duchowe tego święta, dzieciom się coraz mniej tłumaczy, że Boże Narodzenie to narodziny Boga rzeczywistego, a nie choinka i prezenty pod nią… U nas i tak jeszcze w Polsce tradycja trzyma się nieźle w porównaniu z państwami Europy zachodniej, które śmiało dziś można nazwać bardziej państwami świeckimi, niż wyznaniowymi… Tam święta Bożego Narodzenia to tzw. ‘event’ i okazja do zabawy, wydarzenie wakacyjno-kulturowe…ale bez ducha  świętego.

Czy święta Bożego Narodzenia dziś są tym samym czym były dla naszych rodziców i dziadków? Wydaje się, że nawet za komuny ten duch świąteczny był bardziej chroniony i wynoszony niż dziś, tam solidarność i chęć trzymania się czegoś co było Dobrem wyższym ponad nieludzkim światem spajała ludzi. Dziś zaś poprawność polityczna zabija ducha, który przecież istniał od wieków u podstaw naszej narodowej dumy i historii…

Opłatek, czy nadal jest przy stole Wigilijnym i jako symbol czego… Gdy dzielisz się opłatkiem to wierzysz, że to rytuał, który jest tylko tradycją czy czymś więcej, czym? Na ile w duchu świętujesz Boże Narodzenie , na ile osobiste jest dla Ciebie to święto i na ile radosne, czym Dobra Nowina jest dla Ciebie? Hmmm…piękni ludzie oświecili mnie co do tych pytań na pewnym etapie w moim życiu, w jedne z tzw. tradycyjnych świąt, przenosząc mnie jak przez świetlny tunel w ich wymiar duchowy, prawdziwy, głębszy, Radosny…

Zauważyliście może, że dziś o ironio coraz częściej starsi ludzie siedzą nieraz sami przy stole w te święta opuszczeni, ponieważ młodsze pokolenia jadą na wczasy do ciepłych krajów, uciekają, zostawiają ich jak relikt przeszłości, bo tak łatwiej… Tak, może duszą się w tej sztuczności, nie czują sensu ciągnięcia czegoś na siłę… Ileż takich wypowiedzi się słyszy w nowoczesnym świecie… I wszystko ok, dopóki się nie zobaczy czego się pozbawiamy i w jakim świecie decydujemy się żyć… Niby nic nie brakuje, ale jednak dusza w środku płacze bo jakoś sensu brak, łaknie i szuka od początków swego istnienia wyższych idei, źródła życia, odpowiedzi po co i dokąd zmierzam.

Świat ze świętym Mikołajem przynoszącym co roku coraz to nowe buble z reklam tv to pusty świat neonów ulicznych, to świat w którym odbieramy nadzieje na zobaczenia człowieka jako istoty duchowej a nie jedynie ciała z mózgiem o wyższej inteligencji niż zwierzę… Inteligencja nie prowadzona przez ducha to nadal tylko puste narzędzie prowadzące do coraz to większych wypaczeń w sferze ducha…a następnie życia, trudnych wydarzeń w doświadczaniu….W pewnym sensie to krok wstecz w ewolucji do pogaństwa, nawet nie powrót do filozofii, która zadaje pytanie o przyczynę istnienia i szuka uosobienia Boga, który już przeszedł po Ziemi… Wracamy do bałwochwalstwa i w dużej mierze szczycimy się tym jako odzyskiwaniem wolności, zamiast postrzegać to jako krok wstecz w ewolucji, będącej zaprzeczaniem duchowości człowieka. A gdy odbierze się najmłodszym podstawy wiary, duchowości, zostaje już tylko wiara w siebie samego, w swoje ja i spór o to czyje ja  jest mądrzejsze i czyje jest wyżej, co mi wolno a czego nie…i dlaczego to jest dozwolone a to akurat nie? Następstwa mogą być katastrofalne w skutkach- a to co powstanie przyniesie bardzo trudne wydarzenia dla świata i ludzi by na nowo pobudzić w nich duchowe…

Powrót do korzeni, do źródła, to w gruncie rzeczy powrót do wiary dziecka w Boga żywego, to powrót do zadawania sobie pytania czym dla mnie są Narodziny Chrystusa i co ja Kasia, Ania, Beata Jarek, Krzyś osobiście przez to dla siebie dla swego życia otrzymuję… Co otwiera przede mną perspektywa zaufania, że świat już jest odkupiony, dla mnie i każdego za mną kto będzie w sobie podtrzymywał ten płomień wiary, że istnieje życie duchowe, pełne, prawdziwe, w świetle i jest czym innym niż to doświadczanie tu na Ziemi-to tylko droga.

Bynajmniej, nie chcę brzmieć jak kaznodzieja, ale czasy dziś są na tyle trudne i atakowani jesteśmy zewsząd opcją świecidełek, zakupoholizmem, radością sztucznego rodzinnego obrazku, a de facto to obrazek, którego nie ma, lub jest pusty, bo żywi ludzie z niego pouciekali, mamieni świecidełkami i wizją prezentów, lepszym życiem …które choć stale jest za progiem nigdy nie nadchodzi… Bo w tym wymiarze nie da się zbudować nic trwałego bez podstaw duchowych, a bieganie od jednej fatamorgany zaszczytów i uciech do drugiej to gonitwa za złudnym mirażem, który na końcu twych sił życiowych morduje bezwzględnie  i znajdujesz siebie chorym z pragnienia…Woda żywa zaś to ta wzgardzana i pomijana jako śmieszny relikt przeszłości, wierzenia babć czy cytuję: ’średniowiecze’… Tymczasem dusza nigdy się nie zadowoli nowym samochodem, nowym domem czy żyrandolem z kryształowych świecidełek… Ona potrzebuje Prawdy oddartej z iluzji, bez nuty fałszu, a wszystko co świeci lecz nie ma w sobie życia po prosu ją dusi, odbiera jej oddech i wolno zabija…

Nowe słowo naszych czasów, które coraz częściej słychać od samych ludzi narzekających na charakter tej opoki to- bezduszny…bezduszni ludzie, bezduszne praktyki, bezduszny świat… Hmmm, gdy oglądam telewizję, i promocje coraz to kolejnych świąt to rzeczywiście mam wrażenie, że świat dzisiejszy to plac wielkiej wojny, wojny o nasze dusze…które albo stłamsimy nawet nie wiedząc o tym w pogoni za kolejnymi świecidełkami a gdy spojrzymy wstecz może już być za późno by krzyknąć panie Boże gdzie jesteś, nie widzę cię w tym świecie? Albo nauczymy się odróżniać, odsiewać ziarno od plew, to co jest namiastką tej  duchowości, którą da się jeszcze uratować i pielęgnować jak drogocenną zagrożoną wyginięciem roślinkę w obecnym klimacie… Cały problem w tym, że ludzie nie starają się za bardzo wybierać tego co dobre duchowo, dla przyszłości dzieci, człowieka a raczej to co dobre na teraz dla nich w tej sekundzie a głównym kryterium jest wygoda, ego, dogadzanie swoim zmysłom, interesom ziemskim na ten krótki czas jakim jest pobyt tutaj i to tylko ich samych.

O co walczymy? Tak walczymy, bo walka trwa, o nasze dusze, o ich światło, o światło dla naszych dzieci, wnuków, prawnuków, jeśli takie będą, i być może dla nas samych za sto lat na ziemi w skórze własnego praprawnuka…

Jak to ujęła moja przyjaciółka nie dla się uratować tylko siebie, bo pomagając komuś być może ratujesz kogoś kto ma przy sobie klucze do kolejnych drzwi… Podnosić swoją wibrację, swoją duszę, umacniać się w wierze, w świetle prawdy, wzmacniać ducha, tłumaczyć duchowy język na ziemski także innym, bo jeśli on, ona nie przejdzie  dalej to ja też utknę na pewnym etapie … Nie da się iść samemu, bo wszyscy jesteśmy powiązani, współzależni…hmm i dlatego tak ciężko się teraz oddycha tym, którzy w duchowym wymiarze czują, że tłamsi się i zabija światło duszy a wynosi bożki na ołtarze i czci pozór i jego wielorakie przejawy a nie Prawdę…

Choć trzeba jasno powiedzieć, że świat duchowy nadal walczy i duchowe istoty się nie poddają, zawsze byli i będą ludzie, którzy będą prowadzić innych ku wyższej realizacji na Ziemi, do patrzenia ponad to co przyziemne, wyżej i głębiej…

christmas_religious

A zatem zbliżają się kolejne święta Bożego Narodzenia, i  z tej okazji chciałabym życzyć wszystkim ludziom dobrej woli, pogłębienia ich wiary, światła wewnętrznego i pewności, że ono nigdy nie zgaśnie, nawet gdy chwilowo przyćmi je zwątpienie, błoto i brud naszych czasów…. A tym, którzy zgubili już swoją drogę żeby zobaczyli, że błądzą na pustyni gdzie nie ma życia prawdziwego jedynie miraże, które powoli lecz nieubłaganie wycieńczają osłabiając ducha –życie, by uwięzić go w pułapce i pozbawić sił oraz chęci do walki o wolność…

I ostatnia refleksja…. Najgorzej chyba już jest gdy nie zdając sobie sprawy przyklepujemy tzw. idee populistyczne pomagające uśmiercić to co jest duchowością, gdy napieramy ze wszystkimi na jedne drzwi, drzwi mające wyważyć drogę do piekła, pod przykrywką pięknych słów, i modnych strojów… Gdy głupio, nie zdając pytań dołączamy do jakiejś fajnej manifestacji, podpisujmy się pod petycją, nie czytając bo oferuje dużo fajnych atrakcji to z czasem może się okazać, że zaprzedajemy siebie i swoje dzieci gorszemu-temu właśnie bezdusznemu światu bez opcji na prostą drogę do Domu Boga…Bo czemu by nie podpisać petycji żeby w święta Bożego Narodzenia zabronić oddawania czci symbolom religijnym, Mikołaj niech zostanie-jest fajny bo przynosi prezenty i to taka nieszkodliwa atrakcja-bajka dla dzieci…ale już szopka bożonarodzeniowa to dyskryminacja i rasizm…szok… Jak łatwo dziś odwrócić kota ogonem i uznać, że wartości świata duchowego, chrześcijaństwa to przeżytek…Tylko czym go zastępujemy, na co się w zamian godzimy…ano popatrzcie, przyjrzyjcie się ….a oczy się otworzą z przerażenia jak bardzo wynaturzamy dziś świat i staczamy się po równi pochyłej w dół, bo odseparowani od czci i wiary jesteśmy tylko niewolnikami w grze pozorów, pionkami na szachownicy bez uczuć i wartości wyższych, jak cyferka w statystyce… Czy to już nie jest upadek moralny, duchowy i prosta droga w dół?

Pytanie kto potem będzie schodził i wyciągał te dusze z piekła na Ziemi, z czyśćca jeszcze pół biedy patrząc na to co nadchodzi? Kto wynagrodzi, za to na co teraz godzimy się dobrowolnie, z głupoty, niewiedzy lub wygody…? I jaką cenę przyjdzie nam samym zapłacić, bo przecież jesteśmy tutaj i teraz czyż nie, a to się dzieje już właśnie dziś, teraz…wystarczy umieć patrzeć-kot ma oczy niech patrzy a kto ma uszy niech słucha…. Takie czasy…

Nie dajmy się pogrążyć w pustym świecie, nie zaprzedajmy naszych wartości duchowych, nie dajmy się oślepić…..łatwo nie jest ale jak nie my podtrzymamy płomień wiary w ducha, w Boga, to kto? I dlatego właśnie dzieci naszych czasów nazywa się tymi wojownikami światła…bo jeśli nie będziemy o nie walczyć…

I jeśli nie o to światło dla duszy walczyć, to o co? Czy może być bardziej szczytny cel?

Chrystus już zwyciężył świat, i to jest tak samo prawdziwe dziś jak było ponad 2000lat temu, Droga jest i Brama otwarta z szeroko rozpostartymi ramionami Pana Boga….To właśnie Chrystus jest tą Bramą dla każdego z nas, tą upragniona wolnością od miraży świata –dla tych którzy są gotowi by z nich już zrezygnować na rzecz Prawdy…

Magdalena

Brak komentarzy