Paź 17 2016

Wymiana informacji i przenikanie się energii w związkach

event_169662552Jak mówią słowa piosenki, która brzmi we mnie gdy myślę o miłości: ‘Ja kocham Ciebie – Ty zmieniasz mnie – Dajesz mi Siebie, bym…’ i tu dodaję, bym w lepszej wersji siebie nadal żył – bym na wieki żył.

Ot i cała prawda o związkach… Kto choć raz nie marzył by zjawił się ktoś, kto go dopełni, uzupełni, pocieszy, odmieni jego życie, natchnie, przywróci życiu, rozświetli je… chyba każdy. Rzecz w tym, że pragnąc tej odmiany wydaje nam się, że gdy pojawi się ta istota gotowa nas poprowadzić za rękę w głąb siebie i na wylot ku nowym przestrzeniom… wydaje się nam, że my w zasadzie jesteśmy gotowi by iść, że nic nas nie trzyma, że bagaż uniosę, że strach przed nieznanym mnie nie powstrzyma. Co ciekawe, wydaje się nam, że w zasadzie nie mamy wielkich wymagań, że jesteśmy skłonni zaakceptować kogoś, byle był dobrym człowiekiem i nas kochał, byle by był uczciwy… I w zasadzie tak sądzimy, dopóki wszechświat z naszych mniej lub bardziej uświadamianych pragnień i możliwości (ogranicza nas w zasadzie tylko i aż świadomość w drodze oraz umiejętność dawania-przyjmowania) zrealizuje nam nasze życzenie pod postacią człowieka z krwi i kości.  Wówczas okazuje się, że potrafimy zaiste idealnie piętrzyć trudności by pobyć w tu i teraz, zajrzeć za otwarte drzwi i poznać kogoś bez oczekiwań i planów na za miesiąc, za pół roku, za 2 lata, itp.

Schemat często jest podobny, przyciągamy do naszego życia nową osobę, pragniemy z całego serca by się nam udało, a gdy dochodzi do zderzenia z życiem czyli do powiedzenia sobie, dobrze teraz czas przeżyć ten czas razem, poczuć się bez uprzedzeń, poznać, pojawia się problem…i tu uwaga niekonieczne od razu faceta, czy kobietę,  lecz poznać człowieka… Rozumiecie? Jedno słowo a zmienia cały kontekst. Nie chcieć zawłaszczyć tego kogoś, nie wpasowywać w szkic, który mam na kolanach i porównywać gdzie odbiega od moich ramek ideału (bo te ramki to może stare programy, które trzymają cię na uwięzi, nie pozwalają rozwijać,  zaznać tego co nazywasz szczęściem w miłości…). Postarać się stanąć twarzą w twarz, naprzeciw siebie, popatrzeć w oczy i zapytać kim jesteś? Wysłuchać odpowiedzi duszy to umieć pobyć w tu i teraz bez myślenia czy potem nasze razem ma sens po mojemu i jak to będzie. Zamykanie drugiej osoby w tym co uważam, że jest dla mnie najlepsze, to zamykanie tych nowych furtek w życiu, w losie, o które tak często pytacie i które widać w kartach… ale które wymagają waszego otwarcia na to co może jeszcze przyjść a czego nie znam bez osądzania zanim się zadzieje. To dlatego bardzo często u ludzi zranionych po związkach, którzy jeszcze nie puścili starego, żalu, urazy, nie otworzyli się na nowe, nie widać w kartach tej furtki tak szybko…bo żeby przyciągnąć nowe, lepsze, odmianę, trzeba być gotowym zaufać życiu, Bogu, miłości, człowiekowi…dać mu szansę, by dojrzeć w nim te dobre, szlachetne oblicze, czasem ukryte pod pozorami codzienności, pod gruzem zmęczenia czy rozczarowań. Dlatego nie przekreślajmy człowieka, którego widać na twojej ścieżce losu tylko dlatego, że karty nie określają go jako partnera docelowego, na wiele lat, męża… lub stawiają waszą dalszą wspólną przyszłość pod znakiem zapytania (bo i tak się  zdarza-wszystko zawsze zależy od podejścia dwojga ludzi do siebie nawzajem- wszystko można zmienić na plus i minus zawsze).

Taki człowiek, to brama, to o co prosiłeś, przyciągałeś podświadomie, to nowe rozwiązania i zmiany, o które dusza się modli, to wstęp do nowego samego siebie…na przyszłość. Poznanie siebie w kontekście bycia z tym człowiekiem ale na płaszczyźnie szczerości i otwartości, na płaszczyźnie wymiany z poziomu dusz to twój klucz do wyjścia poza ramy świata, w którym tkwisz, a który już cię nie zadowala. Ten człowieka, który stoi przed tobą być może ma cię nauczyć, pokazać kim możesz się stać jeśli mu zaufasz, jeśli podejdziecie kawałek razem. Ja kocham Ciebie – Ty zmieniasz Mnie…. Tak to działa na plus, bo miłość zawsze działa na plus, choć nie zawsze to widać na pierwszy rzut oka. Czasem dopiero ten, ta istota spotkana na drodze życia pomaga nam zrozumieć postępowanie ojca, które blokowało mnie na mężczyzn, trudne relacje w rodzinie, przerobić żal głęboko skrywany do rodzeństwa, strach przed posiadaniem dzieci, przed odpowiedzialnością, przed skokiem na bandżi 🙂 – przed życiem chwilą… Każdy ma swoje blokady, każdy ma swoje nierozwiązane zagadki z przeszłości- coś co na jakimś poziomie blokuje go na nowy lepszy rozdział w jego życiu. I nie zawsze jest tak, że ten rozdział pomaga nam otworzyć nowy partner, ale często tak jest… Czasem tą furtką są przyjaciele, czasem znajomy z pracy, czasem ktoś poznany na wczasach, a czasem na kursie… Czasem to nowa książka, czasem film, a czasem piosenka zasłyszana w radiu… to coś co gra na wrażliwych strunach i naprawia sfałszowane dźwięki w naszej uwerturze życia. Ale do tego potrzebne jest otwarcie, zaufanie, szacunek- czasem wystarczy chwila, nic więcej, a czasem trzeba podejść z kimś kawałek dłużej, pozwolić pograć z nami przy wspólnym pianinie utwór na dwie dłonie by poznać siebie nowego w tym stylu gry i tu wow! zaskoczenie dla nas samych, polubić tę nową wersję znanej już starej melodii…

Gdy popatrzymy wstecz, założę się że każdy z was gdy tylko się troszkę postara potrafi wygrzebać z zaułków pamięci choć jedną osobę, która otworzyła taką furtkę do nowego rozdziału w jego życiu… Osobę, która coś uświadomiła, podprowadziła, pokazała że można inaczej, dała klucz do nowych programów na siebie… I choć może nie była wielką miłością to wspominamy ją z sentymentem i jednak wdzięcznością. Dlaczego teraz wydaje się nam, że z biegiem lat mniej takich furtek się nam w życiu otwiera, jakby mniej okazji mamy? To złudzenie, każda furtka wtedy jak i teraz może się pojawić, ale z czasem wygrywa w nas niechęć, zgorzkniałość, rezygnacja- co tu dużo mówić konformizm- brak zaufania do ludzi, coraz mniej potrafimy wskakiwać w nowe, coraz mniej ufamy i chcemy poznawać, bo mawiamy: to trudne i wymaga pracy, zaangażowania, i nikt nie lubi rozczarowań…rozstań. I w tym chyba sęk, że zawsze planujemy na zapas, że to musi albo być ten na wieki albo żaden, że więcej już pomyłek dość – ot i proszę znów zatrzaskujemy furtkę. Człowiek to nie pomyłka, to ktoś kto stoi na twojej drodze nie bez powodu…zawsze ci coś pokazuje, tylko ty nie zawsze widzisz, rozumiesz co. Nie z każdym też trzeba od razu zakładać rodzinę czy wchodzić w intymne relacje, masz czas…na wszystko, zdążysz…po prostu pobądź w tej relacji, wymianie i poznaj duszę, człowieka, osobę która stoi przed tobą i zobacz z czym przychodzi…spójrz oczyma duszy, odłóż na bok swój notatnik i program na tę znajomość, po prostu bądź. A być może się przekonasz, że z tego podania dłoni wyniknie piękna przygoda w głąb i na wylot, w nowe cudowne, nieodkryte –nieujawnione przestrzenie. Być może nie wiedząc nawet kiedy stajesz się mniej zgorzkniały, bardziej radosna, mniej zasadniczy, lub bardziej stabilna, pewna siebie…kto wie jakie klucze po drodze razem znajdziecie. Jedno jest pewne przypadków nie ma, i jeśli ten człowiek, relacja jest na kartach twego losu, tzn. że jest tam nie bez powodu, że jest tą właściwą osobą, która w ten czy inny sposób pokazuje ci twoje programy, które wymagają naprawy, usunięcia lub zastąpienia byś mógł, mogła zacząć nowy rozdział…zawsze w głąb kochania bardziej, pełniej. A czy w wyniku tej podróży dotrzecie tylko na wczasy i pięknie spędzicie ten czas czy może założycie wielopokoleniowy dom, to nie zawsze jest spisane z góry, bo wiele zależy od naszej gotowości do odkrywania siebie w innych wymiarach ja i nieraz ciężkiej pracy nad sobą.10846090_830270297035927_5582308195999724446_n

Każda relacja to zmiany i pociąga te zmiany w nas – bym w nowej, lepszej wersji siebie nadal żył. Nie zakładajmy od razu, że relacja ma spełniać wszystkie nasze warunki, wyobrażenia, plany – ty sam z tego punktu w czasie przy obecnej świadomości możesz nie być nawet w stanie przewiedzieć, wyobrazić sobie potencjału jaki w tobie może otworzyć ta przejściowa znajomość. Bo jeśli na wstępie określisz, że tego nie chcę nie przyjrzawszy się nawet, bo jest za trudne, albo może wymagać ode mnie za wiele wysiłku, kompromisów, to jak masz otworzyć się na zmiany, na nowego siebie, na wartości których dotąd nie uznawałeś, nie zapraszałeś do swego życia, bo albo ich nie ceniłeś, albo nie uznawałeś, albo po prostu nie zauważałeś. Dać sobie szansę by poznać człowieka, to nie szufladkować go przy pierwszym spotkaniu, ale podejść z uczciwą równością pozycji was obojga i z szacunkiem do drugiego istnienia- to już jest doskonały start w otwieranie tego przejścia – tej nowej furtki. I to jest też tym co nieraz wróżbici nazywają- nie macie jeszcze zapisanej dalej przyszłości razem, nie widać dalej losu, co czeka na dłuższą metę…bo wszystko się może zdarzyć w zależności od twego nastawienia. Fakt, że człowiek już jest, że możliwości wraz z nim są, ale to czy ty zechcesz podejść z nim kawałek to już inna sprawa i na jakiej zasadzie, na ile otworzysz, wpuścisz tę osobę do siebie i na ile dasz sobie możliwość, prawo do zrobienia porządków w  zagraconym mieszkaniu… Czasem najlepsze co można powiedzieć komuś w momencie rozkładania kart to: nie widać co z tego będzie na daleko w czasie- to nie jest przesądzone, ale na pewno widać że macie jeszcze wspólną drogę razem…coś razem doświadczyć, poznać siebie w różnych okolicznościach. Tylko to są słowa, których ludzie nie lubią słuchać, bo każdy chce konkret, albo w te albo wewte, nie pojmując że dziś świat już nie opiera się na wróżach przeznaczenia ale na opcjach, furtkach, doświadczaniu, po to by mogło później spotkać mnie coś lepszego, bym mógł się rozwijać, przerobić nieprzerobione w rodzie problemy, programy które np. blokują jego członków na nowe wzorce, na szczęście… I wróżka nie musi zobaczyć jakie klucze może nieść ten człowiek dla ciebie, bo ty sam zdecydujesz czy w ogóle chcesz je potrzymać a co już mówić o otwieraniu zamka drzwi, za którymi np. straszy od lat jakaś historia rodzinna…Ważne, że jeśli ten ktoś się pojawił tzn. że w tym czasie w tym teraz masz w sobie siłę i potencjał by otworzyć te drzwi i zmierzyć się z tym co za nimi, a ten ktoś ma już ten program przerobiony doskonale na tyle, że może ci służyć swoimi rozwiązaniami.

Pamiętajmy też, że ta ja dziś to wynik wielu wypadkowych spotkań i wymian z ludźmi w naszym życiu. I warto założyć, że przyciągamy takich ludzi jakich na dany czas nam najbardziej potrzeba- bo tak też jest… Oglądaliście może film ‘Uciekająca panna młoda’ z Julią Roberts? W związkach nie chodzi o to żeby stawać się tym kim ktoś chce nas widzieć, by przejmować jego osobowość, lub wpasowywać się w nią zapominając o tym jakie jajko lubię na śniadanie… choć muszę przyznać, że czasem i to się zmienia :), czasem okazuje się że te które je on, ona jest dużo smaczniejsze od tego do czego przywykłam przez lata. Rzecz w tym, żeby przy tej osobie chcieć rozwijać swoje tzw. lepsze ja, by stawać się silnym i pozwalać sobie na słabość bez wstydu, i by poprzez kontakt z tym kimś uwypuklała się w nas taka wersja siebie, którą chciałbym widzieć w lustrze, kochać, szanować, itp. Każdy z nas gdy był dzieckiem widział siebie w jakiś superlatywach, wyobrażał że jak dorośnie to będzie taki a taki… Cóż to dziecko nadal jest w Tobie i nadal śni, nie ważne czy go świadomie słuchasz czy nie… Ważne, że gdy ty otwierasz się na zaufane, cały wszechświat spieszy by pomóc Ci zrealizować twe najgłębsze duszy westchnienie– bo z tej głębi Ciebie wypływa zawsze to co nas łączy- to powrót do samego Siebie, do Domu.

Jeśli zaś przyciągasz stale ten sam wzorzec, lub wydaje ci się, że utknąłeś w pętli czasu to zastanów się dlaczego zamiast obwiniać za to wróżącego… Do dziś uśmiecham się pod nosem na myśl o pewnej starszej pani, która po usłyszeniu mojej odpowiedzi dot. aktualnego  związku odpowiedziała: eee to nic ciekawego i zniesmaczona odłożyła słuchawkę, jakby ode mnie zależało czy w jej życiu dzieje się coś ciekawego… Hihi czasem wydaje się nam, że pragniemy zmian, a potem gdy jakaś opcja się pojawia kręcimy na nią nosem lub boimy się zmian, które ma przynieść i wysiłku jaki będzie nas to kosztować… samotności,  czekania, utraty szansy na powrót, itp. Nic nie przychodzi bez naszego udziału kochani…podstawowa zasada w życiu.

Wracając więc do przyciągania tego samego wzorca…pomyślcie o tym wzorcu – osobie, pętli jak o  okazji by przerobić coś na tyle znaczącego, dużego i ważnego, że bez tego nijak nie ma co planować wycieczki w GÓRY. Kochani jeśli stale przyciągacie podobny typ ludzi, to znaczy, że oni niosą wam kluczowe przesłanie na różne sposoby byście w końcu je przyjęli, uznali, zobaczyli z innego punktu, opuścili trochę szablę, i tarczę, i spojrzeli poza mury obronne i zaprzeczanie…Tacy ludzie- wzorzec natrętnie powtarzany, to bardzo ważne przesłanie- czasem pomaga, wymusza wręcz jakby zmianę wzorca negatywnego który potem np. przekazujesz córce czy synowi, a który na tyle komplikuje życie i realizację, że uniemożliwia realizację planu początkowego duszy. Przeważnie chodzi o destrukcyjne programy, zachowania, przekonania, które burzą zamiast budować i są jakąś kardynalną podstawą (błędem) w wartościach wyznawanych w życiu, którą po prostu musimy zamienić, wycofać, przebudować, …i nie ukrywajmy nie jest to łatwe jeśli chodzi o podstawy naszej osobowości-wartościowania.  Przeważnie wiąże się to z trudnymi emocjami, z burzami i jazdą bez trzymanki na karuzeli, często z upadkiem, z którego się podnosimy jakby połamani i składamy swoje rozbite ja na nowo… z innych już części. Ale nie zawsze musi to wyglądać tak drastycznie, prawda jest taka, że im szybciej uginamy kolana i kark w pozie pokory a odrzucamy postawę dumy tym szybciej przerabiamy te trudne programy…i otwieramy nowe drzwi by ktoś inny mógł nadjeść a my go przyjąć już w nowym mieszkaniu- nowej wersji ja…np. bardziej wyrozumiałej lub umiejącej kochać pomimo czegoś….

Na koniec jeszcze tylko ostatnia puenta, gdy nic się nie zmienia zastanów się czego się boisz….np. nie chcesz by cię opuścił, albo by się skończyło, ale chcesz żeby pojawił się ktoś nowy, lepszy…. To sprzeczność sama w sobie, dwa sprzeczne zwalczające się projekty, które przyciągasz a które blokują się wzajemnie…

Niezależnie od tego w jakim związku, relacji teraz jesteś, czy jesteś sam,  sama, czy wydaje ci się, że jesteś sama, czy kochasz czy nie…. Doceń siebie w każdej sytuacji i dopiero z tego punktu wyjdź dalej – czy to do wyjścia z relacji czy do decyzji o pozostaniu w niej – to też nieraz heroizm. Niezależnie od wszystkiego pamiętaj, że już dziś jesteś wartościowym człowiekiem, słyszysz mnie- wartościowym – i godnym kochania, a jeśli nie musisz już dłużej atakować i bronić swoje wartości, opuszczasz broń i widzisz jaśniej, pretensje znikają rozpraszając chmury przesłaniające jasne widzenie tego gdzie jestem i dokąd mogę iść stąd, jakie mam opcje. Z tego punktu- postrzegania własnej wartości wiele rzeczy puszczasz po prostu, wiele jesteś wstanie wybaczyć, zrozumieć i pojąć sercem. Stamtąd nieraz widać jasno drugi brzeg, do którego już wiesz, że chcesz dopłynąć a co najważniejsze widzisz już drogę…jasno i wyraźnie.

Magdalena

Brak komentarzy