Cze 16 2016

Gwiazda XVII – be the one – wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju…

72822fd25425454feea113004cec8e2dJakże miło by było usłyszeć zdanie- jesteś wybrańcem, twoim przeznaczeniem jest to i to-masz wyjątkowy dar by spełnić się w tym zadaniu, to twoja ścieżka… Mam wrażenie, że po części każdy z nas o usłyszeniu takich słów właśnie w jakimś sensie marzy, poczuciu, że coś jest jego przeznaczeniem i usłyszeniu że idzie właśnie tą jedną najlepsza dla siebie drogą i że to jest to co właśnie powinien robić… Bardzo nam pomaga myśl, że jakiś scenariusz gdzieś jest dla nas zapisany…i że możemy go odkryć, hihi bo nic tak chyba nie przeraża jak myśl, że jestem, stoję przed widnokręgiem nieopisanych jeszcze możliwości i to ja mam pióro w dłoni…i nie ma żadnego przeznaczania, za które ja sam na dziś nie jestem odpowiedzialny- bo decyzja jest moja i ciężar mój. I w gruncie rzeczy tak jest, choć my na wiele sposobów nieraz próbujemy sobie wmówić, że jednak może ktoś wie lepiej od nas i wybierze za mnie…

Nikt z zewnątrz nie przyjdzie i nie powie- masz wyjątkowe zadanie do spełnienia a polega ono na …i tu powie i wymieni co trzeba zrobić, jak i jakie masz ku temu predyspozycje i jak je wykorzystać… Wiele osób chciałoby dostać do ręki gotowy scenariusz życia- najlepiej potwierdzający ich wyjątkowość i jednocześnie odejmujący ciężar odpowiedzialności, lęku przed pomyłką i własnego wewnętrznego utrapienia, ciągłego jęczenia, że mam czegoś dość, że nie czuję się z tym najlepiej, albo nie wiem czy to na pewno moja droga, czy daje mi spełnienie itp… Fakt jednak jest taki, że nikt za nas nie będzie wiedzieć, nie będzie od nas lepiej wiedzieć, czy w tym ubraniu czujemy się wygodnie. Może jedynie powiedzieć, że według niego ładnie nam w tym kroju lub kolorze, ale to ty powinieneś ostatecznie zdecydować czy to twój styl. Bo gdy klakier odchodzi zostajesz sam ze swoim strojem i gdy zaczyna ci uwierać to tu to tam, to ty masz problem, bo jak tu przed sobą udawać, że ci w tym wygodnie kiedy ciśnie, ile wysiedzisz w tym usztywnieniu, kilka godzin, czy kilkanaście, zanim zaczniesz szukać swojego rozwiązania?

Pomimo olbrzymiej pomocy jaką otrzymujemy ze  świata duchowego, prowadzenia aniołów, istot opiekuńczych, sprzymierzeńców, naszej rodziny duchowej (cudownie się ich czuje tutaj na Ziemi, to nasze ukochane gwiazdeczki, perełki odnalezione na dnie morza, ludzie, dzięki którym sami stajemy się lepsi w swoich oczach), to jednak my jesteśmy decydentami i my wybieramy w czym jesteśmy najjaśniejszą gwiazdą, co sprawia że świecimy w swój wyjątkowy sposób stając się światłem dla siebie i czasem innych…

Jakże miło jest czasem przyznaję, nie chcieć podejmować żadnych decyzji, zrzucić ciężar odpowiedzialności, i stwierdzić, hej jakoś to będzie. Niestety te jakoś będzie przeważnie nie daje mi poczucia zadowolenia, i kolejny krok to użalanie się nad sobą… Co innego szukanie, odwoływanie się do góry, bycie uważnym na znaki, weryfikacja symboli jakie pojawiają się w życiu, czyli uczenie się odszyfrowywania języka świata, który stale do nas przemawia, odpowiada realnie na nasze potrzeby, zapytania…a świat to też ludzie w dużej mierze i ich potrzeby powiązane z naszymi. I to jest ten realizm, który powinniśmy uwzględniać przy naszej nawigacji w życiu, korygować kurs wraz z prądem, mielizną czy wiatrem. A nie usiąść i stwierdzić ok mam na swoje potrzeby całą świtę aniołów, więc hola hej do roboty i zabawiamy się w poganiacza niewolników :)- hihi to przegięcie w drugą stronę (ezoteryczną)- niech na górze wszystko zrobią za mnie a ja wprowadzę się już do gotowego domku… A może chociaż wsiądziesz w samochód i dasz sobie szansę obejrzeć te domy, zobaczyć jakie ci się podobają, spotkać ludzi którzy chcą je sprzedać?

Przeznaczenie? – budujemy je dla siebie naszą codzienną postawą, prawością ducha, energią jaką roztaczamy wokół siebie, przesłaniem jakie niesiemy przez życie, ludźmi jakich przyciągamy-co jest wynikiem naszego postępowania i wewnętrznego światła-jego jakości, po prostu bycia dobrym człowiekiem. Dla człowieka można wygrzebać, odsłonić prawie każdą ścieżkę losu, tyle, że na każdej z nich na drogowskazie jest jakieś ale…jakieś warunki które trzeba spełnić by nią pójść. Jeżeli wiem, że chcę mieć samochód to muszę jeszcze wiedzieć nie tyle jaki kolor ma mieć i że ma być ładny, ale czy stać mnie na tankowanie silnika 2.0 turbo i czy potrzebuję jeepa na siedem osób- i choć rzeczywiście chciałoby się takim śmignąć, to jednak chyba w dalszej perspektywie więcej z tym problemu niż pożytku dla kobietki, która jeździ tylko po mieście do pracy i na zakupki i musi wciskać się na ciasne miejsca parkingowe…

Ostatnio mam problem z weryfikacją swoich celów, albo raczej coś we mnie bardzo ale to bardzo nie chce przyjąć pewnej ścieżki, drogi życiowej, i skręcam się w środku i wiercę….moja podświadomość kombinuje jak by tu sobie sprzedać wizję, że to jednak nie moja droga…To jest ta moja wieża Boga o której już Wam pisałam- gdy wiele sprzecznych idei walczy ze sobą a ja nie potrafię znaleźć środka. Wtedy często korzystamy z pomocy innych by nam pomogli zobaczyć w czym jestem dla siebie tą gwiazdą, gdzie będę świecić najjaśniej, gdzie będę się czuła bezpieczna, czuła w swoim świecie…I gdy mocno komuś ufamy, że nas zna, że chce dla nas dobrze, to warto wysłuchać rady, ale zawsze pamiętać, że to porada a nie wyrocznia…zresztą jak każda wróżba. Najbardziej jednak trzeba uważać by w naszym kierowaniu się po drodze, gdy nasza wewnętrzna busola jest zagłuszana przez sprzeczne głosy w środku, nie pomylić swojej drogi z drogą, po której idziemy by komuś sprawić radość, potowarzyszyć. I wszystko dobrze jeśli trasa mniej więcej się pokrywa i dojdziesz tam gdzie ty sam ze sobą też będziesz szczęśliwy… Ale jeśli twoje cele zaczynają znikać i przyjmujesz czyjś scenariusz napisany dla ciebie za swój, to nie powinieneś później mieć pretensji, że zostałeś oszukany. Przecież wybrałeś. Zawsze wybieramy, dajemy swoje przyzwolenie milczące na coś… Chętnie zrzucamy też odpowiedzialność na kogoś po to żeby w razie czego móc powiedzieć: ale to nie ja wybrałem, to nie moja wina… Dlaczego ja go posłuchałem??? A gdzie wtedy byłeś ty? I tu pojawia się pytanie, czy wolisz sam płacić za swoje błędy czy może za błędy, które w twojej księdze zapisali inni, bo dałeś im swoje pióro do ręki, bo aktualnie nie miałeś pomysłu na swoje życie, bądź bałeś się ryzyka na własną rękę? Masa ludzi wybiera opcje przekazania pióra, bo to wydaje się im prostsze. Prawda jest jednak taka, że w efekcie końcowym i tak to ty musisz zmierzyć się z oceną końcową i zapłacić rachunek…czasem po połowie a czasem w 100 procentach. Wszystko kwestia świadomości. Ludzie nieraz myślą, że ktoś inny gdzieś tam ma większe moce, wie lepiej od nich, lub może nawet zna ich lepiej niż oni sami siebie…to jest właśnie oddawanie swojej mocy…przy tej opcji dojdziesz tylko do pewnego etapu a później i tak będziesz musiał zrobić sam wysiłek by poznać samego siebie i wybrać to czego ty myślisz, że chcesz-inaczej nie poznasz siebie.

Rzeczywiście piękne są nasze powiązania w świecie duchowym jesteśmy dosłownie i w przenośni jak gwiazdy, które świecą na Niebie i układają się w konstelacje…razem tworzą piękne układy, wzory, współpracują… Sedno prawdy tkwi w tym, że bycie gwiazdą nie oznacza przyćmiewanie swoim blaskiem innych…a tak niestety wielu ludzi pojmuje bycie wyjątkowym. Tymczasem można czuć się wyjątkowym i być wyjątkowym jednocześnie nie odbierając tego prawa innym, nie potrzebując tła dla swojej wyjątkowości. Ktoś mógłby rzec, że jaskrawe kolory widać tylko na jednolitym09bb19fe1075ae6ecb238771fd717abe tle, inaczej się zlewają, tak…ale ty te poczucie swojej wyjątkowości nie masz tworzyć dla ludzi na zewnątrz ale dla siebie w środku. W tym wypadku wyjątkowy znaczy tyle co niepowtarzalny, jesteś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju światłem (wibracją, dźwiękiem)  na Niebie, nawet nie tyle w swojej konstelacji, galaktyce, ale we wszechświecie… I bez twego wyjątkowego wzoru, wibracji, ocean jest biedniejszy o tę wyjątkową- Twoją nutę. Patrząc w ten sposób nie ma zazdrości, nie ma wyścigu, ani porównywania, bo każdego mierzy się zupełnie inną skalą. Co ładniejsze?- zielony czy niebieski? Nie ma odpowiedzi. Tylko ty ją znasz dla siebie i to na ten moment w czasie przy obecnej świadomości. Wychodząc od tej myśli, co akurat czasem mnie przeraża, mamy świadomość, że wszystko jest możliwie i że nasze opcje są praktycznie nieograniczone, jeśli weźmie się pod uwagę skale pojmowania- możliwości rozwoju naszej świadomości. A to oznacza, że jutro możesz być już kimś zupełnie innym. Czyli prawdą jest, że nie znasz dnia ani godziny J. A stojąc przed tym oceanem możliwości, to co mnie czasem przeraża, to jego ogrom i fakt, że nie wiem co wybrać z tak olbrzymiej puli dla siebie na ten jeden ułamek sekundy jakim jest to życie… I jak wybiorę raz, to znaczy, że to już koniec? Nie, i w tym sęk, wybieramy wciąż i wciąż na nowo, weryfikujemy nasze marzenia, cele, nasze kolory-potrzeby, budujemy nasze ja, przyglądamy się nowym cechom…a po tym kroku, widzę-urzeczywistniam to jaki jestem, poprzez to czego na dziś pragnę, czego chcę. Co to będzie za 10 lat- o matko! przecież to kosmos!-każda sekunda kryje w sobie potencjał niezliczonych możliwości…rozumiecie?

Dlatego hihi im szersza świadomość tym czasem trudniej wybrać, bo czujemy się jak dzieci w cukierni, nie wiedząc na co się dziś zdecydować, bo brzuszek nie pomieści naraz wszystkich słodkości- ograniczenia fizyczności-to te realia, o których mówiłam. A gdy się przejemy, namieszamy, to i czasem odchorować trzeba… Ale kolejnym razem załadujemy już mniej 🙂 albo inaczej, zrobimy sobie przerwę po pierwszych dwóch ciastkach :), żeby przetrawić i zrobić miejsce na nowe.

Kiedyś, pewna osoba po fachu- też ezoteryk, powiedziała mi, że najgorzej to mieć za dużo do wyboru, za dużo możliwości, opcji realizacji…bo wtedy nie wiadomo co wybrać…i to zdanie po wielu latach dźwięczy we mnie do dziś, bo uff wraca do mnie co jakiś czas. I choć często wydaje mi się też, że jestem w potrzasku, to jednak moja duchowa część zawsze wie, że to tylko chwilowa iluzja, coś na co się godzę, bo chcę, bo tak wybrałam z różnych powodów lub chciałam poczekać na swoją gotowość na nowe… Często losuję też dla siebie kartę z talii anielskich – Nie gódź się na kompromisy ze sobą, zasługujesz na to co najlepsze, sięgaj gwiazd marzeniami…. Nigdy akurat nie miałam w życiu wewnętrznego poczucia, że może mi czegoś zabraknąć, że życie się o mnie nie zatroszczy. Zawsze jakoś miałam te wewnętrzne poczucie zaufania, że będzie dobrze… I że w gruncie rzeczy nie ma rzeczy niemożliwych. Chyba, że coś nie jest dla nas dobre, bo później brzuszek rozboli, wtedy trzeba umieć trzeźwo ocenić sytuację.

Czego chcesz – pomyśl o tym a to się spełni – hmmm prawda? Prawda…tylko czy ciągnąć za ten sznurek nie rozpraszasz się na przypadkiem patrząc na boki, nie zapominasz, że to tego chciałeś najpierw, i nie zaczynasz ściągać jeszcze innych baloników na dół? A jeśli tak, to miej na względzie, że sam rozpraszasz swoją energię na kilka spraw, że czasem w trakcie ściągania tego balonika dochodzisz do wniosku, że jednak hmm chyba różowy będzie ładniejszy niż fioletowy, albo nie nie poczekaj tam dalej widzisz jest żółty…oooo nie wiedziałam, że żółte też są! I tak to mniej więcej wygląda z realizacją na planie fizycznym, i tak sami mamy wpływ na szarpanie się tego naszego sznurka z balonikami…a niekiedy dajemy innym do potrzymania nasz sznurek, za nas, bo nam się nie chce :)…a wtedy wypadkowa może być już różna. Nie piszę tutaj o kwestiach oczywistych, takich jak uwzględnianie roli innych ludzi w naszym życiu, którzy też stoją w tej cukierni co my…i nie wypada się rozpychać, zachowywać niegrzecznie czy wyrywać komuś ciastko, bo kupuje ostatnie na półce… W palnie Bożym nie ma braków, zaraz będzie świeża dostawa, i możesz się zdziwić, że to co przywiozą, może przewyższać twoje najśmielsze oczekiwania, tak że poprzednia babeczka zblednie przy tym co dostaniesz zamiast tego co myślałeś, że straciłeś, już płacząc w kącie…

Czasem wydaje się też, że mamy jedną niepowtarzalną szansę by przeżyć nasze życie w tym momencie i że jeśli nam się coś nie uda to znaczy, że już przegraliśmy nasz los… Nic bardziej błędnego. Za każdym zakrętem, w każdej minucie otwiera się nowa era możliwości, nie ma ograniczeń, poza tymi, jakie sami sobie stawiamy, gdy je uwzględnimy, zobaczymy co nam przeszkadza i zweryfikujemy, pogodzimy się  z tym, dogadamy z sobą, to zaraz może się okazać, że nasze życie otwiera się na złotą erę możliwości a my stajemy się gwiazdą dla siebie w  swoim świecie. Ale zaraz, zaraz, czy nie mówiłeś kiedyś, że tego nie lubisz? Że nie znosisz wilgoci i stawu, że boisz się wody…Tak, ale już mi to nie przeszkadza… I wow!, buzia otwiera się ze zdziwienia na widok, jak cały świat się przemienia, bo odblokowałeś, zdjąłeś jedną przeszkodę, otworzyłeś jeden zamek, który założyłeś dla siebie, i raptem otwiera się przed tobą inny świat… Masz przepiękny dom nad zalewem, i może nie kąpiesz się w nim ale założyłeś hodowle ryb i zarabiasz na wędkowaniu… Pomijam inne cele, które stanęły otworem, jak własny dom, duża przestrzeń, cisza i spokój…

Każdy ma jakieś swoje zamki, stare zardzewiałe, jedne łatwiej zdjąć, niektóre kłódki hihi przerażają samym wyglądem i wydaje się, że nic ich nie ruszy…ale klucze zawsze mamy my, do każdego zamka. Kwestia tylko które są, wydają się święte i nienaruszalne, a które akurat dojrzały do majsterkowania…

Gdy piszę ten wpis, cały czas przed oczami stoi mi karta z Divine Tarot: Gwiazda, ale nietypowa… pamiętam jak ją pierwszy raz zobaczyłam, zbiła mnie z tropu, zamiast d194da61882a423310b770aba3efa34fpięknego uporządkowanego świata, delikatnej istotki w swoim świecie, na tle Nieba nocą…widać 🙂 Istotę, która unosi się nad ruiną, rozwalone budowle…ale nie sprawia wrażenia smutnej, wręcz zadowolonej ze swego hmm dzieła zniszczenia? Wygląda to na zaplanowane właściwe działanie…. Pytanie zatem brzmi: czy mamy odwagę, czy już czas, czy jesteśmy gotowi, zniszczyć stary obraz siebie by stworzyć nowe? Czy już jestem gotowa na przeprowadzkę, czy nie będę tęsknić za starym domem, czy zdaję sobie sprawę, że trzymanie się kurczowe przeszłości – poprzednich budowli zatrzymuje mnie w drodze i nie pozwala doświadczać siebie w innej przestrzeni, wersji? Stare marzenia pomogły nam wzrastać i doprowadziły nas tutaj, ale trzeba umieć puścić stare i zrobić miejsce dla nowego, bo czasem nasze światła tracą swój blask gdy nie tworzymy, nie czerpiemy radości ze zdobywania nowych obszarów, z poznawania, z budowania, tworzenia…. Nie przegapmy naszego czasu na próbowanie tutaj, na budowanie nowego, raz, drugi, trzeci…dziesiąty, odpocznijmy później i nasyćmy się widokiem swego dzieła, ale nie obumierajmy, nie gaśmy naszych marzeń poprzestając na tym, bo gdy zrobisz jeden krok, to zobaczysz że to wcale nie koniec drogi, ale początek innej,  nowej… A potem? – znów do dzieła, weź do dłoni swoje pióro, gdy już nabrałeś energii, sił i przetworzyłeś swoje dotychczasowe osiągnięcia, to jeszcze nie koniec…. Mówi się, że żyjemy tak długo jak mamy odwagę marzyć i póty stawiamy sobie jakieś cele, tworzymy, widzimy sens i Potrzebę bycia… Nie na siłę, ale taką potrzebę, która wewnętrzny ogień rozpala i mówi: idź, twórz, działaj, świeć swoim światłem, niepowtarzalnym blaskiem i wyraź go na zewnątrz w swojej własnej wizji… Bo tylko Twoja wizja da ci spełnienie i Radość do życia bycia działania…

Magdalena

Brak komentarzy