Sty 18 2016

Jak sami rezygnujemy z marzeń, z przekonania się co dalej z obawy przed…

flamenco20dancerSukces i porażka to tylko sposób widzenia siebie, ocena wystawiona dla samego siebie i nasza zgoda w środku na nią…

Jestem w przededniu ważnych wydarzeń w życiu, zaczynam nowy rozdział i jak każdy mam wiele pytań do losu, a główne to czy się uda? I znam swoje słabe strony, swoje lęki, ale czasem jak każdy je wypieram, lub pomijam, wtedy dobijają się inną drogą, dając odpowiedzi na moje pytania…

Środek dnia, wyciszam się i zaczynam widzieć obraz-odpowiedź na moje pytanie, czy mi się uda?
Stoję pośrodku placu-sceny ubrana w piękny strój tancerki, coś jak do flamenco, pamiętam piękne falbany, i rozkloszowany dół, wyglądam bardzo profesjonalnie, stoję nie sama, ale razem z partnerem tanecznym, z którym zaraz zaczniemy występ. W tle widać ławki, to moja widownia, wiele osób jest w cieniu i nie dostrzegam ich wyraźnie- to aktorzy z tego etapu w życiu, którzy są albo nieznaczący w sensie mojego sukcesu, albo na ten moment nie istotni w tym przedstawieniu. Widzę wyraźnie tylko moją siostrę rodzoną, to ona przygląda się bacznie jak mi pójdzie (zupełnie jak w życiu wszystko się zgadza- to ona angażuje się również materialnie w projekt na planie fizycznym). Zaraz zaczyna się występ, trzymamy się za dłonie z partnerem, ufam mu jeśli chodzi o umiejętności-to doświadczony tancerz, wiem, że mnie poprowadzi, zna doskonale kroki. Hihi to coś jak w tańcu z gwiazdami kiedy ludzie uczą się tańczyć i sami się dziwią, że potrafią. Więc wiruję z nim pięknie i poprawnie, mam czas by pomyśleć, Boże nie wiedziałam, że ja tak potrafię, że kiedykolwiek będę tak tańczyć (taniec to alegoria do daru, umiejętności, talentu, wiedzy, wszystkiego co w życiu chcemy opanować i robić). W pewnym momencie zaczynamy wirować coraz szybciej, kręcić się wokół własnej osi trzymając się za obie ręce, taniec nabiera tempa, partner trzyma mnie mocno, a ja czuję jak zaczynam panikować, milion myśli przebiega przez głowę, poziom strachu, paniki i obaw wzrasta… Myślę, że nie dam rady, że za szybko, że upadnę, bo zakręci mi się w głowie, że się ośmieszę zaraz i polecę wzdłuż podłogi i że może nawet zwymiotuję, nie dam rady (to moje twarde postawienie sobie granicy na NIE)! Panika sięga zenitu i decyduję w jednej chwili: muszę to zatrzymać… i puszczam mego partnera-przewodnika i siadam skulona w kłębek na ziemi. On patrzy na mnie z niemym pytaniem na twarzy, widzę że nie rozumie mojej decyzji, przecież to proste, przecież mnie prowadzi i to oczywiste. Pytam, czy daleko do końca, na na to, że to już prawie końcówka, że poddałam się przed finiszem i wtedy do mnie dociera- mój własny sabotaż. Podnoszę zawstydzona sobą się i uciekam ze sceny by schować się w swojej oazie – tu samochodzie- to często nasza świadomość w wizjach, snach (nasz wehikuł, którym się poruszamy po drogach życia). Po drodze mijam tylko wykrzywioną twarz osobistego demona, który nie ma do mnie dostępu ale z daleka czyha by szydzić i wyśmiewać, ukrywam się szybko przed nim. Cała wizja to jedna wielka symbolika. Twarz osobistego demona, to twarz osoby która najbardziej mnie w życiu dręczyła, której się bałam od dzieciństwa. Twarz siostry z kolei to twarz osoby, która mnie oceni, obserwuje- to suma ludzi, którzy po ludzku czekają na werdykt: uda się jej czy nie. A pośrodku ja – i co najważniejsze wcale nie sama lecz z tym co już mam przecież z moim całym dorobkiem, z wiedzą, umiejętnościami, z tym co już potrafię, ale jednocześnie czego się najbardziej boję…. I co najważniejsze jestem tam z NIM, z moim wewnętrznym przewodnikiem, z moim Nauczycielem, z Tym, który wie jak to zrobić. Wystarczy pozwolić mu się poprowadzić. To zupełnie jak na nauce tańca, gdy pierwsze co słyszysz od nauczyciela to: wczuj się w rytm i daj mi się poprowadzić a zobaczysz, że razem popłyniemy po podłodze…i to prawda, tylko gorzej z tym zawierzeniem, zaufaniem i z wyzbyciem się swoich zahamowań, barier… Pójść na całość, odrzucić lęki – co ludzie powiedzą, co pomyślą, czy mi się uda, czy się nie potknę… Co za różnica, lepiej upaść tańcząc niż zrezygnować z obawy przed porażką. Na koniec zdaję sobie sprawę, że rezygnacja to jeszcze większa porażka, bo druzgocze naszą wiarę w siebie i czyni z nas uciekinierów przed własnym potencjałem, możliwościami nieraz na wiele lat.

Te obroty, przy których rezygnuję, to wspaniały symbol lęków, świata obaw budowanego latami. Po pierwsze mamy tu czas- obawa, że nie zdążę ze wszystkim, że nie poradzę sobie z utrzymaniem się w tym wirze wydarzeń, z tempem i wyzwaniami. Po drugie to lęk przed poddaniem się nurtowi, przed tzw. pójściem na całego, przed puszczeniem wewnętrznego hamulca (uff ja zawsze zjeżdżam z wysokiej górki zachowawczo :)) i powiedzeniem życiu TAK. Poprzez to TAK bez pytania: ale, jak, i co dalej, poprzez zaufanie swojemu wewnętrznemu przewodnikowi, sobie, poprzez wiarę w to, że potrafię, poprzez puszczenie, powiedzenie niech się dzieje Wola Nieba-ja już bardziej bać się nie mogę-już bardziej przegrać nie mogę… rozwalamy dosłownie to co nas trzyma, starą strukturę. Najwyżej zwymiotuję, upadnę i zakręci mi się w głowie, najwyżej mnie wygwiżdżą, najwyżej ocenią negatywnie, najwyżej…nie ważne, mówię TAK i daję się prowadzić dalej swojej intuicji, światłu. I tak się właśnie zmienia strukturę zastygłą, tak się zmienia czas, oraz schematy, w których tkwimy od lat, tak się zmienia zastygłą energetykę… Hihi teraz rozumiem dlaczego ludzie mówią ci gdy się wspinasz na skałkę a boisz wysokości, nie patrz w dół, patrz tylko przed siebie, nie oglądaj się wstecz , nie zastanawiaj. O matko!, to ja już tutaj dotarłam, a co jak spadnę?! I już nogi się uginają i już zaczynamy pracować nad sabotażem, nad starymi wzorcami lęku i już podcinamy sobie sami nogi w tańcu…

A jak widać to w rozkładzie Tarota?
Aura pytania, można było się domyślić, to 2 kielichów-współpraca z wewnętrznym przewodnikiem, słuchanie swego głosu wewnętrznego, to Ty i Twoje dary-twoja intuicja-na ile jej wierzysz a na ile dajesz wziąć górę swoim lękom?

Sprawa to 4 pentakli, to mój potencjał pilnie strzeżony na to życie, zbierałam go w pocie czoła i gromadziłam ale po co, jeśli nie chcę go pokazać, użyć, wykorzystać. Czasem ze skąpstwa, czasem z obawy przed utratą, czasem z niezrozumienia czym jest i jak się go powiększa… Nasz świat to świat namacalności, pokazywania, doświadczania w fizyczności coraz lepszej wersji siebie, przekraczania swoich granic, i pokonywania swoich lęków-barier, to świat udowadniania sobie, że mogę dokonać tego co uważam za niemożliwe-ale w dobrym sensie oczywiście. Tak właśnie wygląda z drugiej strony tzw. rozwój osobisty tutaj. Idealnie pasuje tu kontekst z filmu Dirty Dancing- i pokonywanie ciasnych wizerunków barier siebie- wolność ukazania siebie, tego co w twojej Duszy gra…

images
Problem główny to wieża w ruinie, weź człowieku i podnieś się po porażce, zdobądź na odwagę by zbudować jeszcze raz imperium po doświadczonej już kiedyś w twojej ocenie porażce (to moje drugie podjęcie się podobnego przedsięwzięcia). I trudno znaleźć w sobie argumenty na TAK gdy ma się w sobie schemat rezygnowania z obawy przed upadkiem.. To jak z podchodzeniem do prawa jazdy, niektórzy nie podejmują tematu po dwóch, trzech nieudanych testach, albo z pisaniem magisterki, gdy rezygnujesz na piątym roku studiów, bo obawiasz się ostatniego sprawdzianu twoich sił, wiedzy, zdolności. Bywa podobnie gdy godzisz się na mniejsze dlatego tylko, że nie wierzysz, że stać cię na coś lepszego… Wybierasz zawsze pracę o niższych możliwościach ale też taką, która nie wymaga od ciebie wykazania się, wyjścia poza swoja strefę komfortu itp. To wszelkie lęki przed zrobieniem czegoś na innej bazie jakby niż dotąd, na innych zasadach, wbrew staremu ROZSĄDKOWI – czyli utartym ścieżkom myślowym.

Co pomaga w tej sytuacji? I tu zaskoczenie Królowa buław na plusie w pozycji prostej (nigdy jej takiej nie lubiłam, bo sadziłam że nie ma swego zdania a tu proszę jakie zdziwienie) z królem buław, to jak nic ja i mój partner taneczny. Ona słucha i daje się prowadzić – on to jej dar, talent, potencjał twórczy, wewnętrzny nauczyciel – razem to sukces, jeśli ona za nim pójdzie. A nad całą sytuacją góruje Księżyc w pełni, czyli wszystko co z mojej podświadomości wypływa na powierzchnię by mnie straszyć. Ale to także czas narodzin nowego i sprawa nie jest przeważona co się wykluje :). Do księżyca najlepiej podchodzić w giermku pentakli podpowiada mi mój przewodnik – rzeczowo, z dystansem do jego wymysłów i nielogicznych wyolbrzymionych wizji zagrożenia. Trzymaj się mocno celu, swojej nadrzędnej wizji, motywacji i nie daj się zastraszyć samej sobie w trakcie gdy dopadają cię wątpliwości. To moje wszelkie: ‘ale’, czy dam radę, to gdy presja rośnie i obroty przybierają na sile, a ty zaczynasz kombinować i wpadać w panikę… Na minusie w księżycu zawsze działa brak wiedzy rozumianej jako realne doświadczenie czegoś, gdy nie przeszedłeś tą droga za dnia i nie wiesz jak wygląda rzeczywiście to żaba może się wydać smokiem, a kamień przy drodze niedźwiedziem czy wilkiem.

Dalej stoi Mag, to doświadczenie w jakimś zakresie sprawdzone w praktyce, to znaczy, że wiesz czego możesz się spodziewać po drodze, bo nieraz tu byłeś. Na minusie brak wiedzy na temat tego czego rzeczywiście można się spodziewać dalej, co czeka dalej to główna pożywka dla naszych lęków i naszych demotywatorów. Z drugiej zaś strony innym zagrożeniem jest przyzwyczajenie, czyli zawsze chodzenie jedną utartą ścieżką- np. trudniejszą i gorszą ale znaną, niż spróbowanie czegoś nowego, czyli trzymanie się sprawdzonych formuł. To uniemożliwia doskonalenie się, znalezienie nowych rozwiązań, dróg na mapie życia.

To co działa z przeszłości na moje przedsięwzięcie i wpływa nadal na mnie to na szczęście moja chęć spełnienia marzeń, chęć wyjścia z ukrycia i pokazania prawdy o sobie, tego co noszę w tym swoim worku doświadczeń, wiedzy, zdolności i podzielenia się tym ze światem… Bo jaki sens całe życie coś udawać i skrywać swoje prawdziwe ja, zdolności, potencjał, marzenia? To jak z pisaniem do szuflady, albo z malarzem, który ma cały strych pięknych malowideł ale po jednej wystawie zaszył się na odludzi żeby nie słuchać ocen innych ludzi i nie przekonać się, że wartością samą w sobie jest nie to czy obraz uzna ktoś za wartościowy lecz czy on sam za taki go uznaje. Bo faktycznie ludzie czują na ile sami cenimy siebie, tak jak czują nasze obawy, naszą pewność siebie, więc jeśli my nie wierzymy w swoją własną prawdę, to jak inni maja ją kupić, w nią uwierzyć?

Na pozycji lęków stoi w rozkładzie diabeł … Czego ja się najbardziej boję-sprzedania swojej duszy za sukces, zagubienia po drodze wartości nadrzędnej, ideałów i tańczenia pod oklaski publiczności a nie w rytm wewnętrznej muzyki, prawdy.

Ale Rydwan się już toczy, sprawa ruszyła, występ się zaczął… Zwalnia mój Rydwan ale się nie zatrzymuje, zwalnia bo jedzie przez koleiny starej rzeczywistości, przez stare bruzdy moich leków, przyzwyczajeń, wyobrażeń ,z którymi ciężko się rozstać. To jak zastygłe bryły, zamarznięte sople lodu, które powoli topią się na słońcu, zamieniają znów w wodę, w czysty potencjał do tworzenia… Giermek kielichów w odwrocie to właśnie to powolne odejście od swoich schematów, wygodnych, bo wszystko co znane jest w pewnym sensie wygodne. To powolne pozbywanie się złudzeń i wyjście ze swojej tzw. strefy komfortu-przyzwyczajenia. To jak odejście z rodzinnego domu zamieszkania, by stworzyć swoją nową przestrzeń… Bo człowiek zawsze staje przed dylematem, czy wyjść ze swojej strefy komfortu i sięgać po więcej, czy już uzbierałem pełną szklankę tego marzenia, pragnienia, że aż się wylewa ze mnie i szuka ujścia ta energia?

3-13
Co najważniejsze w tym tańcu? 2 mieczy w parze z kapłanem- otwarcie się na prowadzenie Twojej prawdy. Nie zamykanie oczu ze strachu, nie poddawanie się zwątpieniu, nie rozłączanie ze swoim marzeniem, prawdą, przewodnikiem. Zaufanie, że gorzej być nie może, że nic złego mnie nie spotka- niż to co sama ze strachu sobie zafunduję.
Wielu ludzi nie uświadamia sobie, że sami więżą się w klatkach, fundują sobie największe koszmary, a ich katami są ich demony lęku, schematy, w których się pozamykali, zawsze z obawy przed czymś, przed kolejną traumą, przed porażką, w końcu przed oceną… Sami stajemy się w końcu swoim katem, publicznością, i najgorszym sędzią, swoim strażnikiem więziennym. Strach to najpotężniejsze narzędzie kontroli, manipulacji i w końcu zniewolenia, ubezwłasnowolnienia człowieka. Dlatego tak ważne jest by zaufać swojemu Prowadzącemu… Zaufanie niweluje strach, tak jak jasność i jasne myśli nie pozwalają skupić się na porażce, jak patrzenie w górę nie pozwala skupiać się na upadku.

I na koniec jeszcze jedna karta symbol, która mi ukazuje mądrość: Czas nie ma znaczenia, ale twoja gotowość do dokonania czegoś, czas to iluzja- jak wodę da się zamrozić i rozmrozić w zależności od warunków jakie panują w Tobie. Otwórz się na przyjęcie tego dobra, które płynie do Ciebie, nie przykręcaj sam sobie kurka możliwości, nie wyznaczaj siebie granic bazujących na lękach, bo nigdy się nie dowiesz czy potrafisz zatańczyć doskonale zgrany taniec ze swoim Ja.

Już słyszę zastrzeżenia więc z góry odpowiadam: Wiem, że są lęki potrzebne, które działają jak przysłowiowy system obronny przed czymś, jak znak ostrzegawczy: uwaga przepaść, ale to nie o tym tu mowa. Niech każdy kto całe życie malował obrazy na strych, albo uczył się języka obcego odważy się w końcu wyjść porozmawiać w tym języku z cudzoziemcem, pokazać swoje obrazy na kolejnej wystawie, przeczytać wiersz dla ukochanego, dla publiczności… Nieważne co pomyślą o Tobie, ważny jesteś Ty i Twoje marzenie, w które tak bardzo zainwestowałeś siebie. Nie zamykaj swego potencjału na cztery spusty tłumacząc siebie, że szkoda ‘rzucać perły przed wieprze’, lub że zachowujesz swój skarb tylko dla siebie… W ten sposób go ubywa… Bo gdy otwieramy się na całość doświadczenia, gdy przekraczamy magiczną linię w naszych głowach, gdy mówimy: prowadź, ufam Ci- wtedy dopiero widzimy co się kryje za naszym marzeniem, widać nagrodę, widać spełnienie, widać ciebie takiego jakim chciałeś być, ukazać się światu…. To jak dopisanie zakończenia do pięknej baśni, twojej baśni, historii z tego życia…

Dalej, nie bój się doświadczyć swojej wymarzonej wersji siebie, po to Tu jesteśmy, za tym lub kolejnym zakrętem możesz się zdziwić, ze Jesteś tak Wspaniały, Dobry i Piękny, tak…właśnie Ty. Sięgajmy gwiazd poprzez marzenia drzemiące w nas…

Magdalena

Brak komentarzy