Lis 04 2015

Rozdwojenie jaźni – praca a dom. Analiza tarota

workaholic-21Bardzo wielu ludzi dziś gubi się, nie potrafi odnaleźć swoich priorytetów, rozróżnić tego co jest dodatkiem do prawdziwego życia a co jest rzeczywiście jego istotą. Jakże wiele kobiet (dziś również i mężczyzn) zadaje sobie pytanie dlaczego tak trudno znaleźć wspólny język z kimś kogo niegdyś tak dobrze znały a kto teraz żyje jakby na marginesie rodziny…

To ciekawy problem dzisiejszych czasów gdy kariera i praca zawodowa staje się drugim życiem człowieka, przejmując większość zaangażowania, energii, stając się celem niejako w sobie samym. Doprowadza do swego rodzaju rozszczepienia jaźni…na dwa światy, z których jeden zajmuje zdecydowanie większą część czasu, wymusza i napędza swego rodzaju koło młyńskie gdzie człowiek jak trybik działa, żyje, angażuje z czasem swoje serce…i oddala się coraz bardziej od pierwowzoru, od wartości pierwszych, prawdziwych, od rodziny. Niektórzy ludzie przez lata są obcymi, gośćmi w swoim domu, oglądając życie dzieci jakby zza szyby, jednocześnie mając przeświadczenie, że spełniają swój obowiązek poprzez zapewnienie utrzymania… Powstaje wówczas swego rodzaju zjawisko wegetacji, gdzie więzy rodzinne, uczuciowe wyglądają jak kajdany albo sznur założony na szyję jak dla skazańca…
A tak to wygląda w rozkładzie tarota:

Sprawa to Król Pentakli, czyli osoba na wysokim stanowisku, prowadząca firmę, biznes, menadżer koncernu, karierowicz, klientki często określają swoich mężów w tej karcie jako pracoholików…. Problemem jest 2 mieczy, czyli to z czym mi się na początku kojarzy- ze swego rodzaju rozszczepieniem jaźni, gdzie jeden ze światów, ten prywatny, jest spychany głęboko do podświadomości, ściśle chroniony by nie przeciekał na zewnątrz, a drugi- ten dla świata ma swoją maskę-taką, którą chcemy wykreować dla innych. I tak, to co w domu się dzieje jest jak wyciszony wulkan, zamykamy drzwi i spuszczamy zasłonę milczenia, a to co na zewnątrz –nasza postawa, wygląd, mimika, słowa- wszystko ma świadczyć o sukcesie i satysfakcji- spełnieniu. I uwaga, do tego obrazka musi pasować też obraz rodziny w ramce na biurku… Ważne aby wyglądało dobrze na zewnątrz, ważne jest odhaczenie kolejnego punktu na liście, czyli rodzina i dzieci- są, jestem więc społecznie akceptowalny i poprawny…

Aura pytania to cesarz, jego władza i wola –jest panem samego siebie, na ile chce narzucić sobie jakiekolwiek ograniczenia, prawa, i obowiązki na tyle to czyni-to pan samego siebie. Nikt mu nie może powiedzieć, że ma być taki czy inny, co jest ważne i dlaczego, on musi sam to rozpoznać, doświadczyć i pojąć by wykazać wolę działania.
Jak wygląda rodzina w takim układzie, gdy jeden z partnerów lub oboje angażują większość swojej energii w korporację, pracę, w rozwój firmy, spychając dzieci i dom na plan drugi, żeby nie rzec trzeci… Ano tak, że traktuje się ten twór- tzn. rodzinę jako swego rodzaju hmmm narzędzie bądź środek konieczny by funkcjonować w tym świecie. To jak zabieg w 10 mieczy albo wstawienie czegoś sztucznego do usprawnienia pracy organizmu- boli i sprawia cierpienie ale bez tego nie da się funkcjonować (i tym czymś sztucznym staje się twór rodziny-bo to on jest coraz bardziej wyobcowany w naszym organizmie-życiu). Na minusie jest 4 mieczy- nie ma w tej opcji możliwości uzdrowienia relacji- bo jak uzdrowić coś czemu nie poświęca się uwagi?

Z przeszłości widać u takich ludzi niedosyt czegoś w życiu, chęć wykazania się, spróbowania innego świata, poleczenia kompleksów… Czasem trzeba czegoś spróbować i przejeść się tym by móc to odrzucić w prawdzie… Bo na siłę nie da się szczerze odrzucić czegoś, co sprawia przyjemność i łechta ego, to musi dobrowolnie wynikać z osobistego doświadczenia- zobaczenia czym to jest.

Co pomaga, w tym wypadku akurat Królowa Mieczy-czyli kobieta silna, mądra, silna wewnętrznie i pewna sowich racji, która wie kiedy krzyknąć, kiedy pozwolić na zabawę, a kiedy postawić twardo granice, taka która weźmie ‘na wychowanie’ króla monet, i uzna swoją rolę w takim życiu, jednocześnie nie czując się jak ofiara (hihi wielu mężczyzn z pewnością określiłoby taką kobietę jędzą, heterą).

Szansa i cel jest taki, że cesarz uczy się postrzegać w końcu granice swego cesarstwa, widzi, że w 5 pentakli nie jest wstanie już więcej wyciągnąć dla siebie z takiego stylu życia. To znaczy, osiągnął wszystko, obszedł swój kraj wzdłuż i wszerz i poznał co go bawi, a co nie, przejadł się bażantem i opił dobrym winem, i zaczyna szukać innego sensu, innych wartości, weryfikuje swoje doświadczenia…

Największy lęk, to 2 buław czyli życie w związku gdzie jedyne co łączy ludzi to wspólna uprawa, cel, jak np. wychowanie dzieci, czy kredyt, wspólne dom-mieszkanie…

W 5 mieczy widać to troszkę jak dławienie jakiejś części siebie, jak osiąganie 5Mieczykorzyści-sukcesu kosztem czegoś w sobie – swoim życiu. Udręczanie duszy, rodziny, zdeptanie priorytetów, bo liczą się prawa wojny-dżungli, moje potrzeby (motto-żyje się raz itp.)…czyli wyścig szczurów w przeniesieniu na dzisiejsze czasy.

Co ciekawe gdy przenosimy większość naszego zaangażowania myśli i energii na pompowanie rozwoju firmy, społeczności pracowej, wówczas siłą rzeczy wytwarzamy tam relacje, które wykraczają poza to co nazywa się koleżeńską współpracą. Nasza świadomość i energia zaangażowana dajmy na to w 80 procentach w życie poza domem, potrzebuje czegoś co zapewni jej swego rodzaju napęd do pracy, a dla człowieka jest to energia uczuć, flirtu, zakochania, energia seksualna… W ten sposób w miejscach pracy wytwarza się masa niezdrowych relacji, które podtrzymywane latami, tworzą zastępcze-sztuczne niezdrowe życie… Część z nich przeradza się później w prawdziwe związki, a część wygasa wraz z zakończeniem jakiegoś etapu pracy. W ten sposób wiele firm korporacji działa i bazuje, łącząc energie męsko-żeńską która napędza się wzajemnie na niestety niezdrowym poziomie, powodując ruinę w życiu osobistym i upadek wartości, zagubienie sensu i celu pracy…ostatecznie zaś nieszczęście wielu rodzin i dzieci. My już na tyle się pogubiliśmy, że traktujemy te ciche układy jako normalne, społecznie akceptowalne lub naturalne…a to nazywając rzeczy po imieniu wypaczenie i wyzysk.. i energia niewiele mająca wspólnego ze światłem. Od strony energetycznej tak to wygląda, ale trzeba umieć spojrzeć na problem szerzej.

Jest szansa, że taką postawę, problem da się przepracować w czasie poprzez odkrycie czym jest ten mechanizm- świat i czemu on rzeczywiście służy. Pragnę tu zaznaczyć, że jest wiele osób, których poziom pojmowania i wartości jest na tyle ugruntowany i przejrzysty, że takowe mechanizmy w ogóle nie mają na nich wpływu, a ich obecność w jakimś miejscu służy np. uświadamianiu innych, lub przeprowadzaniu bezpiecznie kawałek dalej, naprawieniu jakiś wykrzywionych wzorców.

Bywa też tak, że aby zobaczyć w co się weszło i rozpoznać, że jest to w rzeczy samej błoto a nie złoto trzeba zabrnąć kawałek a nawet zanurzyć się po czubek głowy, by poczuć odruch wymiotny i wstręt do tego w czym się jest i czym się stało…I takie przypadki są… To tzw. brutalne i drastyczne przebudzenie. I lepiej w ogóle doznać takiego przebudzenia niż zabić swoją duszę..

Co ciekawe nieraz dopiero drugi związek i silniejszy partner- taki który w królowej mieczy będzie potrafił, potrafiła tupnąć i postawić ultimatum i w szachu jakby utrzymać cesarza ma szansę na przeprowadzanie kogoś takiego do wspólnej starości…Ale jednej recepty nie ma. I smutny jest los osób drugich w związkach gdy żyją z pustym tzw. dzbanem, gdzie każde głębsze słowo czy uczucie odbija się echem bez zrozumienia, gdy obok siedzi pustka a nie człowiek z krwi i kości…
Wówczas trzeba wielkiej siły i wytrwałości by wytrwać, mieć nadzieję i znaleźć nadal głębię w życiu. Osobiście znam związki, partnerów, wystarczy rozejrzeć się wkoło…to naprawdę dziś nie trudne, gdzie ludzie żyją w wirtualnych światach, które stają się dla nich bardziej angażujące, prawdziwe i ekscytujące niż prawdziwe życie – w realu. Nawiązują i budują wirtualne związki, flirty, znajomości, puste i bazujące na najbardziej prymitywnych instynktach… I tak młodość przedłuża się nieraz do 40-50 lat…i daj Boże aby nie dłużej…

To dzisiejsze wyzwania w związkach doświadczania…
Dom, rodzina, dzieci…to dla nich pracujemy, to dla nich zbieramy w 9 pentakli majątek, to dla rodu, dla rodziny…ale gdy zbieranie samo w sobie staje się atrakcją i wabikiem, który odrywa wzrok od tego co jest pierwotną przyczyną, to już błądzenie.
Odnajdujmy się w naszych domach, w rodzinach, w ludziach, z którymi zmarszczki, choroba, starość, kalectwo, brzydki zapach starzejącego się ciała, ból i cierpienie będzie znośniejsze, bo razem niesione w świetle prawdy, bez maski na twarzy. Przypominajmy pierwotne wartości, sobie i naszym dzieciom je pokazujmy… To dziś bardziej istotne niż kiedyś, bo łatwiej pomijane i zapominane.

Magdalena

Brak komentarzy