Lut 16 2015

Im dalej w las tym więcej drzew…

oracleOdpowiedzialność jest tym mniejsza im mniej rozumiemy. To tak jak z dziećmi, najpierw z miłością tłumaczymy, wybaczamy pierwsze pomyłki, ale kiedy dziecko zna już podstawy, wiele razy słyszało pouczenie, wówczas przychodzi sprawiedliwość, która mogła wiele razy okazywać oblicze łagodne przy pierwszych niepewnych krokach, jednak ma też inną twarz, surową, gdy dorastamy wciąż tkwiąc w tych samych błędach.

Wszyscy mamy swoje lekcje, czasem uczymy się od razu i trzymamy się prosto ścieżki nam pokazanej, nie kusi nas by zboczyć, by się podroczyć, by zobaczyć co będzie jeśli trochę odstąpię od zasad, jeśli przekroczę wyznaczone granice w świadomości, konwenansach, etyce, moralności, itp.
Ostatnio nurtuje mnie kwestia odpowiedzialności i sprawiedliwości, patrzenia na rodzące się poczucie krzywdy bez osądu, ze zrozumieniem… Im dłużej się przyglądam tym jaśniej widzę, że nieraz bardzo trudne relacje, lekcje życiowe, układy są po to by zbudować coś lepszego, by z nich wyłonił się nowy, lepszy obraz… Problem w tym, że to bardzo bolesny, trudny proces, czasem tak kruszący dobitnie podstawy naszego ja, naszych zasad, całego systemu na jakim zbudowaliśmy sobie obecny świat, że wydaje się nam, że dzieje się wielka niesprawiedliwość, krzywda, że tracimy coś nieodwołalnie, że toniemy. Im bardziej zagłębiamy się wówczas w poczuciu krzywdy i staramy się zatrzymać przeszłość tym trudniej przerabiamy lekcję i wydłużamy cały proces. To jak z buntującym się dzieckiem, które mówi, że nie pójdzie do szkoły bo już ma dość i zostaje w domu dziś jutro i pojutrze, aż w końcu zrozumie, że rodzice nie posyłają go do szkoły żeby mu utrudnić życie ale ułatwić.

Są tak trudne decyzje, tak bolesne sprawy, że czasem aż trudno o nich mówić, pisać. Nie ma człowieka, który przeżył życie bez cierpienia, bez jednej sytuacji, w której czuł, że rozpacz rozdziera mu dusze i ciało. Najtrudniej jest gdy tkwimy mocno w tym bólu a odczucie bycia ofiarą tylko się potęguje…a do akceptacji daleko.

Zawsze mamy wybór, nikt nie mówi że łatwy, czasem nie jesteśmy gotowi na zmiany- jeszcze, czasem wydłużamy podjęcie decyzji, żeby przysłowiowa kropla się przepełniła i mieć siłę- choćby z przesytu jakiejś biedy żeby działać. Bywa też tak, że potrafimy przewartościować nasze dramaty w środku, tzn. przebadać je i siebie w kontekście jakiegoś wydarzenia tak, że wynik przyniesie pozytywne wartościowanie, zrozumienie, pogodzenie, wybaczenie i umożliwi dalszą wędrówkę ze zmienioną już świadomością.

Czasem spotykamy się tu z różnymi ludźmi, czasem wydaje się nam, że ktoś jest zbędny w jakiejś relacji i że bez tej osoby byłoby wszystkim lepiej, albo zupełnie nie rozumiemy dlaczego życie naraziło nas na takie doświadczanie, dlaczego przyprowadziło nam do naszego życia doświadczenie z taką a nie inną osobą, która wydaje się przynosić tylko ból, rozbija nasz świat i system wartości, krzywdzi…
Czasem trudno jest w ogóle o dystans, o popatrzenie na takie spotkanie jako potrzebne dla jakieś strony, dla innego zobaczenia czegoś, dla przerobienia czegoś w swoim istnieniu, dla doświadczenia czegoś np. tylko po to żeby to odrzucić, albo zrozumieć że tego nie chcę, nie potrzebuję, żeby docenić coś innego, żeby zobaczyć jaśniej drogę, żeby wyjść skądś lub ruszyć dalej.

Czasem wydaje się, że wszystko się wypaliło a my stoimy na zgliszczach jakieś sprawy, naszego życia i nie widzimy po co, dlaczego Bóg nam zesłał to doświadczenie, z którym przecież jak sądzę sobie nie radzę, które mnie pogrąża…ale i zmienia. Nieraz mówimy: już nigdy nie spojrzę na to tymi samymi oczami, i to jest prawda. Żona, którą zdradził mąż też już nie spojrzy na niego tymi samymi oczami, ale nie znaczy to że ich małżeństwo poprzez to doświadczenie musi się rozpaść, może tylko nabierze innego wymiaru- oboje mogą jeszcze to przewartościować- wszystko kwestia lekcji jakie wyniosą, jak odbiorą, w środku przewartościują to doświadczenie- na plus czy minus… tak czy inaczej wydarzenie miało miejsce i każdemu z Trojga przyniosło odmienne lekcje a wszyscy się spotkali żeby doświadczyć jakiegoś aspektu siebie w tej sytuacji. Każdy przyniósł na tę klasę swój zespół cech, pragnień, intencje a ich wypadkowa- mieszanka dała każdemu możliwość doświadczenia jakiegoś aspektu siebie w tej relacji (zdradzonej, uwięzionej, zakochanej na amen, rozdwojonego, poszukującego, itp.). Na wschodzie mówią, że mądry człowiek płacze gdy umiera jego największy wróg, bo on przynosił mu największe lekcje w życiu i tym samym umożliwiał rozwój.

Nie ma przypadków, nic nie dzieje się ot tak sobie, bo akurat na mnie wypadło, choć mnie się wydaje, że mnie tu w ogóle nie powinno być. Ale jednak jesteśmy wszyscy i wszyscy doświadczamy choć raz w życiu trudnych lekcji. Stopień naszego zrozumienia, pojęcia tego wydarzenia, siebie w tej relacji, będzie wyznacznikiem tego na ile zmieni się nasza świadomość, na ile możemy zostawić już coś za sobą, bo potrafimy to puścić w skutek całkowitego zrozumienia wartości lekcji. Wtedy pojawia się uczucie odpuszczenia, nic nie wiąże, bo nie ma urazy, chęci odwetu, rewanżu, żalu, złości…poczucia zranienia…

Nie ma przypadkowych spotkań, nie ma ludzi, którzy pojawiają się tylko dlatego że nastąpił błąd w Życiu… Nie ma przypadków, na Bożym planie nie ma braków, wszystkie nici, połączenia mają swój sens, cel i rację bytu a nasza nieświadomość wielkiego wzoru na tej tkaninie życia nie znaczy, że go nie ma. Dlatego mędrcy opierają się głównie na zaufaniu, zaufaniu do wielkiego planu Życia, Boga…

Jeżeli zaś nie ma przypadków w tak wydawać by się mogło nieznaczących spotkaniach, gdzieś w pracy, na ulicy, w szkole… to poczujcie teraz, wyobraźcie sobie jaką wielką lekcją są dla nas nasi bliscy- rodzice, dzieci, dziadkowie, wujostwo, mąż, żona- nasze lustra, nasze lekcje, nasi przyjaciele, nasi nauczyciele, to z nimi się umawialiśmy na górze na te spotkania. A teraz być może cierpimy, być może nie chcemy zrozumieć, być może walczymy, być może mamy ochotę to zakończyć- wolna wola, zawsze możemy zdecydować tutaj, że jednak nie chcę dalej przerabiać tej lekcji z tobą, zawsze mogę zrezygnować, zawsze mogę być obecny na lekcji, usiąść w ostatniej ławce i udawać, że słucham a myślą uciekać, zawsze w końcu mogę zerwać kontakty w tym życiu. Nie oznacza to jednak, że nie wrócimy do tej lekcji później pod innymi postaciami, np. na mniej intensywnym kursie, który wyda się nam prostszy do przetrawienia, do przerobienia po trochu, w mniej intensywnej dawce… Wszystko kwestia zrozumienia, nastawienia, chęci zobaczenia tego doświadczenia z różnych perspektyw, nie tylko ze swojej strony.

Przychodzi taki czas kiedy nie możemy już dłużej uciekać ani zamykać oczu, przychodzi czas kiedy trzeba będzie umieć spojrzeć na problem nie z jednostkowej perspektywy swojego ja, które samo stoi naprzeciw wrogiego świata. Dopiero zrozumienie, chęć zobaczenia perspektywy drugiej strony, trzeciej i czwartej, otwiera drzwi do odmiany losu i przynosi ulgę, odpuszczenie. Tylko wielowymiarowe postrzeganie rzeczywistości, połączeń wielu energii, potencjałów, osobowości i zdarzeń na siatce życia daje prawdziwy obraz, taki który uwalnia od stereotypu, kanonu, ślepej uliczki jakiegoś wierzenia, widzenia siebie, w którym się zamknęliśmy. Im mniej osądu, im wyżej potrafimy się wznieść w postrzeganiu, im mniej myślimy kategoriami ja kontra świat, a więcej ja w relacji w tym doświadczeniu, tym bardziej jesteśmy wstanie wznieść ponad przykre doświadczanie, odbieranie tego co osądzamy jako złe. I tak przekraczamy magiczne progi myślowe, kreujemy nowy obraz poprzez inny osąd tego co się zdarzyło, poprzez zobaczenie innej perspektywy, oceniamy siebie w tym zdarzeniu, relacji inaczej i uwalniamy tym samym siebie z ciasnych ram, pozwalamy sobie na pójście w dalszą drogę już bez obciążenia tym bagażem winy, oskarżeń, żalu..

I tak kolejna lekcja została zdana, świadomość się poszerzyła o nowe doświadczenie, a ja dodałem nowy rozdział w mojej księdze życia i podróż trwa dalej…tyle, że już lżej kroczysz… a w sercu ulgę czujesz i łatwiej znów góry przenosić.

Magdalena

Brak komentarzy