Lis 14 2014

Twój wewnętrzny Nauczyciel

medytacja z własnym jaMówi się, że największego Nauczyciela duchowego mamy w sobie, że nikt nie zna nas lepiej niż my sami, i że każdy w końcu musi nauczyć się słuchać własnego głosu w środku, by dorosnąć do samodzielności w dziedzinie ducha.
Tymczasem rzadko i raczej niechętnie korzystamy z tej najprostszej – bo najbardziej dostępnej formy Mądrości. Szybciej szukamy jej na zewnątrz, w książkach, filmach, innych ludziach, teologach… bardzo rzadko potrafimy zaufać własnemu wewnętrznemu głosowi, Przewodnikowi Ducha. Przeważnie dyskredytujemy cichy i łagodny głos, lub po prostu nie umiemy go słuchać, zapomnieliśmy, że go mamy, że potrafimy go usłyszeć. Poznanie samego siebie stało się tak trudne i zagmatwane w plątaninie myśli hucznego świata, który robi wszystko żeby nas zdezorientować, że najpierw udajemy się po radę na zewnątrz, a dopiero później badamy jak się z tą radą czujemy. A niektórzy nawet i tego nie robią. O ileż prościej by było usiąść i posłuchać siebie- każdy niby gdzieś, coś o tym słyszał lub czytał, ale gdy przychodzi do sytuacji realnej, nieraz kryzysowej, stresowej, na nic złote rady, gdy czujemy się jak dzieci we mgle. Dlatego prosimy, zawsze powinniśmy prosić o to Przewodnictwo.

Czasem rzeczywiście najpierw pojawia się nauczyciel tu w postaci innej osoby, która też nadal szuka, ale już wie troszkę więcej niż my, czasem jeśli mamy wielkie szczęście, trafiamy na giganta modlitwy, prawdziwego guru, piękną pełną łaski duszę… Czasem taki zwykły człowiek otwiera nam Nieba bramy, prowadzi poza ciasne rozumienie spraw, wprowadza do wnętrza, pokazuje świat pełen znaczeń i symboli, prawdziwy choć wydawać by się mógł złudzeniem.

Niestety zdarza się też i tak, że ślepiec prowadzi ślepca na manowce, a ponieważ w 90 przypadkach na 100, nie wiesz na kogo trafiłeś, czyż nie bezpieczniej byłoby zaufać własnemu Przewodnikowi? Ile razy w ciągu dnia możesz powiedzieć o sobie, że miałeś czas by się zatrzymać i posłuchać co dzieje się wewnątrz, kto mówi w Tobie, czego chce, jakie myśli cię dręczą, co spychasz głęboko do podświadomości? Jakie koszmary wypływają na powierzchnię w nocy a są tłumione za dnia? Kto dziś poświęca czas na słuchanie wewnętrznego głosu, na kontemplację, na modlitwę- w ciągu dnia a nie klepany bezmyślnie pacierz przed snem. Kto rozmyśla o jutrze w szerszym znaczeniu? Czy zastanawiamy się tak naprawdę kto z nas tu będzie za 50, 60 lat i co się będzie działo potem? Nie, lub wcale nie. Nie mamy przecież czasu… Paradoks dzisiejszych czasów, uwięzieni w czasie nie rozumieją, że stworzyli iluzję w której sami się uwięzili i zapętlili. Gdybyśmy tylko chcieli odrzucić strach przed byciem innymi, przed wyróżnianiem się na tle świadomości społecznej, przed spóźnieniem się do pracy, czy opinią innych…gdyby strach nas nie więził… Tymczasem tak ciężko jest choć jeden dzień spróbować żyć inaczej- całym sobą, słuchając siebie, w zgodzie z sobą- z tym wewnętrznym głosem, w jedności z twoim Wyższym Ja (nieważna jest forma jaką mu przypiszesz lub ci się ukaże- to głos Ducha). Miliony szczegółów zdaje się walczyć z nami, żeby tylko nie słyszeć tego głosu, żeby nie usiąść w ciszy i zaprzestać jakiegokolwiek działania czy myśli związanej z tym światem. Żeby choć jeden dzień całkowicie poświęcić kontemplacji Siebie, swego znaczenia, swego miejsca w Bożym planie, swojej Istoty. Nam nie nawykłym do tego sposobu bycia i myślenia 5 minut wyda się najpierw wiecznością. Ale z czasem, przy odrobinie wysiłku udałoby się wydłużyć ten moment i przeciągnąć go na tyle, żeby wyrwać dla siebie znacznie więcej niż przypuszczamy, wyrwać odrobinę zbawienia, odmianę myślenia, widzenia, wybawienia, wolności, szczęścia, radości, poznania… a gdy już objąłbyś rękoma to zbawienne oświecenie to nie zadowoliłbyś się więcej prowadzeniem ślepca lub marnymi radami zalęknionego umysłu walczącego z cieniami.

Potrafimy pojechać na drugi koniec świata żeby spotkać mędrca, który da nam złoty środek na życie, a nie chcemy poświęcić 5 minut by odnaleźć jego mądrość w sobie- bo to wymaga innego rodzaju wysiłku. O ileż prościej, paradoksalnie, jest kupić bilet i gdzieś pojechać niż zdobyć się na heroiczny wysiłek spojrzenia na swoje życie z prawdziwej perspektywy oczyma duszy… Wciąż tak trudno nam przyjąć odpowiedzialność za własne życie i decyzje, za bycie szczęśliwym, za wypieranie się prawdy. O ile prościej jest wierzyć w to co wierzy większość i nie szukać własnych rozwiązań, poczekać, może ktoś, kiedyś, w końcu, coś lepszego wymyśli. Nie zastanawiamy się, że któregoś dnia i my będziemy musieli się stać wynalazcami we własnym świecie i stworzyć w sobie własną drogę, wkroczyć na nią samodzielnie z pełną odpowiedzialnością- i nie mam tu na myśli dróg tego świata. To, że otrzymujemy tyle gotowych rozwiązań, ksiąg i mądrości, powielanych żywotów świętych i mistrzów nie znaczy, że oni przejdą za nas drogę. Każdy dzień, każda minuta z tej perspektywy, jest drogocenna, bo może prowadzić do wyzwolenia, do wieczności.

Dzięki Bogu otrzymujemy zawsze dużo więcej niż potrzebne minimum i zawsze pojawia się na naszej drodze jakiś duchowy nauczyciel, mistrz, który podprowadzi nas kawałek po najtrudniejszej drodze, gdy istnieje obawa, że zbłądzimy. Powinniśmy jak najczęściej prosić o taką pomoc, bo sami, choć tego nie widzimy zbyt często błądzimy.

Moja dusza w środku cała się buntuje i krzyczy do mnie, że nie wykorzystujemy czasu danego nam tu na Ziemi, że marnujemy dary i wizje, że tyle można by jeszcze zdziałać dla nas wszystkich, dla życia lepszego na Ziemi, dla naszych dzieci i przodków…a my się jakby ociągamy i nie widzimy…

Trzeba walczyć o zobaczenie tejże drogi, dla nas, dla przyszłości i teraźniejszości dla wieczności, dla dnia dzisiejszego. W dziś, w teraz ukryty jest klucz do bram wieczności i ty go masz, jest wewnątrz, w środku. Twoje wewnętrzne dziecko widzi go i trzyma w swoich maleńkich rączkach, obracając go ze śmiechem na ustach. Weź je za rękę i daj się poprowadzić do życia widzianego jego oczami, wtedy wygląda to dziecinnie prosto. Spędzaj czas z tym dzieckiem a ono nauczy cię jak widzieć to co ukryte i niejasne. Wychodź czasem, coraz częściej, odetchnąć tam, gdzie nie ma plątaniny tego świata, narośniętych uprzedzeń i nieprawdziwych myśli. Chowaj się w czystości Tego dziecka, ono jest kluczem…i największym Mistrzem twego życia. Nie zapominaj o nim a życie zaskoczy cię swoim pięknem i odmiennością od tego co widzisz teraz. Pamiętaj, że w twoich dziecięcych rękach jest klucz do Bramy Życia, nie bój się po niego sięgnąć.

Magdalena

Brak komentarzy